Wydawnictwo Nowej Ery
BOK: +48 739 200 932

Ubuntu

4.67 na 5
(8 opinii klienta)

39.90  25.90 

A gdyby tak rzucić wszystko i pojechać do Afryki? Na dodatek motocyklem? Na taki pomysł wpadła Heather Ellis. Podczas wyprawy odkryła najmroczniejsze i najpiękniejsze oblicza egzotycznego kontynentu. Odjeżdżając zostawiała za sobą tumany kurzu, ale z każdego miejsca wynosiła piękną lekcję. Duch ubuntu został z nią na zawsze.

882 w magazynie

SKU: 9788365740076 Kategorie: , Tagi: , , , , Product ID: 21969

Opis

A gdyby tak porzucić wszystko i przejechać samotnie motocyklem przez Afrykę?

15 miesięcy. 19 krajów. 42 000 kilometrów. Jedna kobieta, która ciągle chce więcej.

Heather Ellis ma 28 lat, kiedy w jej głowie pojawia się szalona myśl, aby udać się na motocyklową wyprawę po Afryce. Nieważne, że nigdy wcześniej nie wybrała się na tak długodystansową eskapadę, ani że nigdy nie była w Afryce.

Zaledwie rok później znajduje się w porcie w Durbanie, skąd rusza ukochaną Yamahą TT600 w przygodę życia. Przemierza góry Ruwenzori i Kilimandżaro. Pozostawiając za sobą tumany piachu, gna przez pustynie północnej Kenii, gdzie wpada wprost na uzbrojonych bandytów. Zostaje ocalona przez spracowanych rybaków łowiących w jeziorze Rudolfa. Nieprzerwanie pędzi dalej i zwiedza egzotyczne zakamarki. Na każdym etapie podróży pomaga jej lokalna ludność, której przedstawiciele uczą Heather na czym polega duch ubuntu – uniwersalna więź przyjaźni i współistnienia.

__

Heather Ellis trudziła się niejedną profesją. Pracowała m.in. jako technik bezpieczeństwa, kurier motocyklowy oraz dziennikarka. Obecnie mieszka nieopodal Melbourne z trójką ukochanych dzieci. Dzieli swoje zajęcia pomiędzy tworzenie drugiej części Ubuntu oraz pracę dziennikarską jako freelancer. Jest też zawodową mówczynią. Ubóstwia przejażdżki motocyklem.

__

Ellis tonęła w tumanach piachu, brodziła w błocie, pokonała uciążliwe pasożyty, natrętnych przekupniów i wojny domowe. Przepis? Odrobina przebiegłości, szczęścia i nieodzowny towarzysz motocykl. To jej wystarczyło, żeby odnaleźć w sobie na nowo wiarę w ludzkość. Kiedy wracała do Europy, podsumowała swoją podróż: „Afryka się mną zaopiekowała”. ­

„Australian Financial Review”

Autor

EAN

9788365740076

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Tytuł oryginału

Ubuntu

Tłumaczenie

Maria Białek

Rok wydania

2017

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

ISBN

978-83-65740-07-6

Liczba stron

464

Podtytuł

Motocyklowa odyseja samotnej kobiety przez Afrykę

Format

15 x 22 cm

8 opinii dla Ubuntu

  1. 5 na 5

    Czas na wyprawę życia…
    Co robi człowiek, który ma dosyć szarej rzeczywistości, powtarzalnych czynności i problemów dnia codziennego? Niektórzy porzucają swoich partnerów, w zmianie żony czy męża upatrując szansy na pełniejsze życie. Niektórzy zmieniają zawód czy miejsce zamieszkania, a niektórzy … porzucają wszystko i wyruszają w samotną wędrówkę. Rzadko jednak ta wędrówka odbywa się … po afrykańskich drogach, a już z pewnością wyrusza w nią niewiele kobiet.
    Jest jednak pewna mieszkanka portowego Townswille w stanie Queensland, która postanowiła pozostawić za sobą bliskich, pracę oraz stabilizację i wyruszyć przez Afrykę na swoim motocyklu TT600, pieszczotliwie zwanym TT. O tym, jak wygląda samotna podróż, jakie pokusy i niebezpieczeństwa czekają na samotną kobietę przemierzającą dzikie rejony, pisze Heather Ellis. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Kobiecego książka „Ubuntu”, jest oparta na jej osobistych doświadczeniach, jest zapisem poszukiwania sensu życia i jedności z ziemią, z ludźmi, z samym sobą. To pozycja adresowana do wszystkich tych, dla których życie stało się klatką, którzy marzą o tym, żeby coś w nim zmienić, żeby przeżyć przygodę, by zapełnić głowę obrazami i smakami. To również książka dla tych, którzy już dziś są gotowi powtórzyć wyczyn Ellis, spędzając ponad rok w podróży i przemierzyć dziewiętnaście krajów i ponad czterdzieści tysięcy kilometrów, kierując się wskazówkami lub przestrogami autorki.
    Dorastająca w południowej Australii Heather czuła się doskonale w otoczeniu dzikiej przyrody. Wyrwana z surowego ale przepełnionego wolnością życia na farmie owiec i przeniesiona do miasta dziewczyna, nigdy nie przestała tęsknić za przestrzenią. Tak zrodziła się trwająca wiele lat fascynacja Afryką, choć ograniczała się ona do pochłaniania książek na temat tego kontynentu. Tak przynajmniej było do chwili, kiedy w wieku dwudziestu ośmiu lat, Ellis podjęła decyzję, że wyrusza motocyklem przez Afrykę. Kilka miesięcy później, niemal zupełnie nieprzygotowana, wraz ze swoim TT600, zwanym pieszczotliwie TT, a także z dość mocno nietrafionym towarzyszem podróży, udaje się do portu w Durbanie, który stanowi symboliczną bramę do życia, jakie chciała prowadzić, do jej Afryki.
    Wyzwanie, które podjęła Heather Ellis można nazwać szaleństwem gdyby nie fakt, że tak właśnie określano marzenia wszystkich wielkich ludzi, którzy podążali przed siebie pchani pewną ideą. Opuszczając rodzinny dom wiedziała tylko, że wyprawa może potrwać około dwóch lat, a także, że dysponuje niewielką ilością pieniędzy. Nie miała natomiast pojęcia, jak dotrze do domu, choć przewidywała, że konieczny może stać się przystanek w Londynie, gdzie miała zarobić pieniądze na kolejny etap podróży. Symboliczną, była jej przeprawa przez Ocean Indyjski, kiedy to wypowiedziała słowa: „Zrobiłam pierwszy kroki teraz poruszałam się naprzód, napędzana tajemniczą siłą, której nic nie może powstrzymać”, choć nie sądziła wówczas, jak bardzo staną się one prorocze – pomimo przeciwności losu, nic bowiem nie mogło sprawić, że zboczyła ona z drogi i porzuciła swoje zamierzenie. Nic nie mogło jej zatrzymać, nawet ryzykowna przeprawa przez kraj w czasie, kiedy Chris Hani, przywódca Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej, został zastrzelony podczas zamieszek, a jego zwolennicy mordowali wszystkich białych.
    Dzięki autorce poznajemy pełen kontrastów Kapsztad, doświadczamy agresji tłumu, kiedy podczas wypadku motocyklowego potrąca mężczyznę, bierzemy udział w bezkrwawym safari, zachwycamy się świegotem ptaków nad jeziorem Naivasha, poznajemy również, czym jest podczas wędrówki choroba. Przeżywamy także napaść uzbrojonych bandytów, choć nawet ona nie skłania Heather do zawrócenia z drogi. To tylko nieliczne z przygód i miejsc opisanych w książce, dzięki której – nawet siedząc w fotelu – doświadczamy niezwykłych emocji i nabieramy apetytu na podróże. Heather Ellis podczas swojej podróży spotkała się zarówno z szacunkiem, jak i z brakiem zrozumienia, ale nigdy nie traciła wiary w swoje marzenie. Książka „Ubuntu” jest podsumowaniem tej niezwykłej drogi, w którą wyruszyła, zaś dzięki plastycznemu językowi i my podróżujemy wraz z nią. I choć jedyne, czego brak mi w książce, to zdjęcia, nie zmienia to jednak faktu, iż po tak niezwykłą lekturę sięgnąć warto. Chociażby po to, by przekonać się, że nie wystarczy tylko marzyć – trzeba działać. Nawet, jeśli oznaczałoby to zakup motocykla i samotną wyprawę przez Afrykę.

  2. 5 na 5

    Zapraszam na mój blog: http://www.mybooksharmony.blogspot.com

    Australijka Heather Ellis miała 28 lat, gdy całkiem spontanicznie podczas jednego ze spotkań z przyjaciółmi ogłosiła, że zamierza przemierzyć Afrykę na motocyklu. Oczywiście początkowo nikt nie brał pomysłu Ellis na serio, jednak już niedługo okazało się, że kobieta traktuje swoją decyzje poważnie i przygotowuje się do wielkiej wyprawy. Na przyjaciela swojej przygody zdecydowała się wybrać Yamahę TT600, przeznaczoną do ekstremalnej jazdy off-road.
    Dnia 7 lutego 1993 roku Ellis wprowadziła swój pomysł w życie, a książka Ubuntu jest opowieścią o tym co przeżyła w czasie 15 miesięcy, podczas których zwiedziła 19 krajów i przejechała 42 000 kilometrów na motocyklu.
    Książka to przede wszystkim świetne opisy afrykańskich krajobrazów oraz ludzi zamieszkujących miejsca, w których przebywała kobieta. Moim zdaniem dużym plusem jest to, że autorka szczegółowo opisuje swoje przeżycia i odwiedzane miejsca. Przed rozpoczęciem tej książki byłam przekonana, że motocyklowa wyprawa Australijki odbyła się najwyżej kilka lat temu, jednak jak wspomniałam powyżej, Ellis rozpoczęła wyprawę ponad 20 lat temu. Dzięki temu książka staje się jeszcze ciekawsza, stykamy się tutaj z wieloma różnicami w stosunku do obecnych czasów. Mam tu na myśli np. to że Heather nie miała przy sobie telefonu komórkowego z którego mogłaby zadzwonić w razie potrzeby albo włączyć GPS, gdyby się zgubiła. Dlatego podczas lektura tej książki możemy wyobrażać sobie o ile cięższe było samotne podróżowanie w tamtych latach. Ubuntu jest dobrze przemyślanym zbiorem wspomnień autorki, może o tym świadczyć to, że książka nie powstała w rok czy dwa, lecz autorka pracowała nad nią od 1996 do 2015 roku.
    Książkę polecam przede wszystkim osobom kochającym podróże, jednak język w jakim autorka opowiada o swojej przygodzie jest lekki i wciągający, dlatego nawet osoby wcześniej nie zaczytujące się w literaturze podróżniczej na pewno z przyjemnością przeczytają tę książkę.

  3. 4 na 5

    Heather Ellis- młoda kobieta, prowadząca poukładane i spokojne życie, posiadająca chęć zrobienia czegoś niezwykłego. W dniu swoich urodzin pod wpływem impulsu oznajmia rodzinie i znajomym swój cel do osiągnięcia- postanawia przejechać Afrykę na motocyklu.

    „15 miesięcy 19 krajów 42000 kilometrów i jedna dusza, która ciągle chcę więcej.”
    „UBUNTU” autorstwa Heather Ellis jest to opowieść samej autorki, która zwiedziła Afrykę na motocyklu. Książka podzielona jest na 3 części: „Z Kakadu do Kenii”, „Z Ugandy do Zairu”, „Z Konga do Mauretanii”. Każda z nich zawiera w sobie historie, które bohaterka przeżywała podczas swojej drogi w poszczególnych miejscach. Powieść pisana jest na podstawie notatek, które Heather Ellis tworzyła w czasie wyprawy.

    Odyseja samotnej kobiety na motocyklu- takim mianem może określać się „UBUNTU”. W książce Ellis opisała w szczegółowy sposób niesamowitą historię z części swojego życia jaką odbyła przemierzając ziemię Czarnego Lądu- poczynając od opisu Portu, gdzie odebrała swoją Yamahę, przez opis w zdobyciu Kilimandżaro, szczęśliwym ocaleniu przez rybaków z plemienia Turkana, kończąc na dotarciu do Ghany, gdzie musiała udowadniać miejscowym żołnierzom, że nie posiada przy sobie broni, której chce przewieść.

    Książka pisana jest prostym językiem, zachęcającym do pochłaniania strony za stroną. Dzięki szczegółowym opisom, w wyobraźni człowiek może przenieść się wraz z bohaterką do miejsc, które opisuje. Idealna lektura dla osób interesujących się geografią, lubiących podróże oraz poznawanie nowych ludności, kultur, ich tradycji i zagłębiania się w ich świecie.

    Heather Ellis w swojej powieści odkrywa przed czytelnikiem nieznane dla niego części Afryki, piękne krajobrazy, ale także przedstawia prawdziwe oblicza lokalnej ludności. Wraz z autorką odbiorca może zanurzyć się w objęciach Czarnego Lądu przepełnionego zapierającymi dech widokami środowiska przyrodniczego, ale także miłości ludzkiej.

    Podczas swojej podróży, Heather poznaje mieszkańców Afryki, ich tradycje, zwyczaje, rodziny- poznaje ich życie „od kuchni”. To dzięki nim poznaje swoje prawdziwe ja, swoje „ubuntu”, sens swojego istnienia, a czy Ty jesteś gotowy poznać przesłanie płynące z ducha Czarnego Lądu- „jestem, bo jesteś”. Pozwól, aby Afryka się Tobą zaopiekowała!

  4. Narracja książki jest pierwszoosobowa. Autorka zadbała o to aby jak najbardziej przybliżyć nam każdy dzień ze swojej podróży. Znajdziecie tu dużo opisów, wspomnień, dialogów i przemyśleń. Książka podzielona jest na rozdziały, które odpowiadają różnym etapom podróży Heather. Powieść ma ponad 450 stron i zdecydowanie jest to historia na dłuższe wieczory – na pewno nie da się jej przeczytać bardzo szybko. Mi lektura zajęła kilka dni. Głównie ze względu na to, że dzięki wielu opisom, świat, który opisuje autorka jest nam bardzo bliski. Aż żal byłoby szybko przemknąć przez tę historię i nie zatrzymać się dłużej aby chłonąć atmosferę urzekającej Afryki. Ogromnym plusem tej książki jest fakt, iż autorka nie starała się na siłę koloryzować napotkanych przez nią postaci. Pomimo tego, że historia ma raczej wydźwięk pozytywny i opowiada o ogromnej ilości dobrej energii, którą autorka odnalazła podczas tej podróży przez Czarny Ląd, to bohaterowie drugoplanowi nie zawsze okazywali się przychylni Heather. Autorka z dużą szczerością opisuje momenty, które niejednokrotnie sprawiły, że balansowała na cienkiej granicy pomiędzy życiem a śmiercią; pomiędzy poczuciem wolności a ogromnym zagrożeniem ze strony świata, w którym się znalazła.

    Historia Heather pokazuje, że w życiu i osiąganiu swoich marzeń, nie potrzebujemy jedynie wytrwałości i wiary ale też dużo szczęścia oraz pomocy ze strony innych (niekoniecznie najbliższych nam) osób. Zaś to co nas definiuje, jako ludzi, to umiejętność odnalezienia nici porozumienia nawet z ludźmi, z którymi na pierwszy rzut oka nic nas nie łączy. Dobro wraca a przesłanie ubuntu, czyli „jestem, bo ty jesteś” jest ponadczasowe i uniwersalne.

  5. „Afryka przypominała jedną wielką wioskę – niezależnie od tego, gdzie się znalazłam, zawsze spotykałam kogoś, z kim mogłam zamienić dobre słowo albo podzielić się posiłkiem… (odnaleźć) drogę ubuntu.”

    Odważna, zaprawiona nieco szaleństwem, motocyklowa wyprawa przez Czarny Ląd, piętnaście miesięcy samotnej podróży, ponad czterdzieści tysięcy przejechanych kilometrów. Ogromne wyzwanie, któremu sprostać musiała trzydziestoletnia kobieta, poszukująca własnej tożsamości, zagłębiająca się w istotę ludzkiego życia i pragnąca w afrykańskich rytmach zrozumieć uniwersalne przesłania świata. Egzotyczna przeprawa przez kilkanaście państw, będąca realizacją nietuzinkowego pomysłu na dokonanie znaczących zmian w scenariuszu losu. Potrzeba niekłamanego poznania siebie, osobistych barier i ograniczeń, a także podjęcie próby przesuwania granic własnej siły i wytrzymałości. Przedefiniowanie podejścia do zwykłej codzienności, pogoń za nowymi doświadczeniami, chęć przełamania rutyny cywilizacji wypełnionej zachodnią kulturą skrępowaną przez normy społeczne.

    Długa lista zaskakujących przygód, niecodziennych sytuacji, często zdradliwych, groźnych i niebezpiecznych. Mnóstwo szczęśliwych zrządzeń losu, przypadkowych spotkań ratujących z opresji, przyjaznych uśmiechów przeznaczenia. Podróż wyjątkowo ciężka, wymagająca hartu ducha i samodyscypliny, ale również mocno satysfakcjonująca i rozwijająca. Zwiedzanie świata impulsem do rozmów samej z sobą. Piękne i surowe krajobrazy, serdeczni i gościnni mieszkańcy, radosne i wyzwalające refleksje górskie wspinaczki, ale i zagrażające życiu sytuacje, echa konfliktów plemiennych, unikanie uzbrojonych rebeliantów, uciekanie przed bandytami. Afryka sprzed dwudziestu lat, osadzona w innych niż dzisiaj realiach społecznych, gospodarczych i politycznych, ale wciąż żyjąca w wielu miejscach w zgodzie z odwiecznym rytmem przyrody.

    Przyznam, że z przyjemnością odbyłam tę podróż czytelniczą, autorka w lekkim i wciągającym stylu prowadzi przez gromadzone doświadczenia życiowe, przekonująco i szczerze opisuje wszystko to, co jej się przytrafiło, nie koloryzując czy wpadając w zbytnią egzaltację, ale wiernie oddając towarzyszące jej emocje i przemyślenia. Smakowanie samotnej wędrówki w pełnym wymiarze, doświadczanie trudów przedsięwzięcia, poczucie wolności bez ograniczeń czasowych i zobowiązań, zaspakajanie ciekawości duszy podróżnika, przekraczanie ograniczeń kulturowych i językowych, przyjmowanie z optymizmem i wiarą potęgi niezwykłych przygód. Odnajdywanie głębszego niewypowiedzianego sensu wyprawy. Zrozumienie, że potrzeba przeżycia przygody i poznania prawdy o sobie to oznaka człowieczeństwa, stanowiąca nieodłączny element ewolucji.

    bookendorfina.pl

  6. Od zawsze wiadomo, że podróże są idealnym sposobem, aby lepiej poznać własne wnętrze. Otwierają na inne kultury, maksymalnie rozszerzają horyzonty, przynoszą nader ważne wspomnienia. Czyhają też niebezpieczeństwa, gdy wyruszamy w drogę trudną, acz fascynującą…

    Heather Ellis jeszcze nie skończyła trzydziestu lat, kiedy podczas spotkania ze znajomymi wpadła na pomysł, by wybrać się na motocyklową wycieczkę. I to nie po wygodnych rejonach, ale po Afryce! Nigdy wcześniej tam nie była, nie miała okazji uczestniczyć w tak długodystansowych eskapadach. Zaczęła jeździć już jako ośmiolatka. Wychowywana w Australii, zdążyła zachwycić się naturą, jednak ciągnęło ją na wspomniany Czarny Ląd. Mija rok od grilla, gdzie przyszła jej do głowy idea. W końcu Heather wyjeżdża, a towarzyszami są ulubiona Yamaha TT600 i przyjaciel, Dan. Finalnie ich drogi się rozchodzą, a kobieta wydaje się być zdana wyłącznie na siebie i swe umiejętności. W trakcie podróży odkrywa, że obcy ludzie najczęściej są życzliwi oraz pomocni, a przyjaźń to wartość uniwersalna.

    Jakiś czas temu trafiłam na wywiad przeprowadzony z Julią Pietruchą, aktorką i wokalistką. Możliwe, iż kojarzycie jej nazwisko. Opowiedziała o swoich wojażach, z czego najbardziej zaciekawiła mnie historia o Azji. Na starym motocyklu przejechała sześć tysięcy kilometrów. Imponujące! Od tamtej pory dużo analizowałam, aż finalnie mogłam znaleźć ukojenie w literaturze. Gdy tylko w zapowiedziach przeczytałam opis „Ubuntu”, to wiedziałam, że koniecznie muszę przeczytać tę książkę. Nie słyszałam o Heather Ellis, ale postanowiłam dać jej kredyt zaufania, choć postawiłam wysoko poprzeczkę. Wręcz zażądałam frapującej powieści. I autorka nie rozczarowała. Spędziłam nad egzemplarzem wspaniały tydzień, stopniowo delektując każdą stroną. Pogoda wtedy również dopisała — idealne połączenie. Parna Afryka, parna Polska, a w formie uprzyjemnienia dni, świetny kawałek literatury. Wiem, że niektórzy pewnie uważają, iż przesadzam, lecz musicie mi zaufać.

    Bijąca od Heather odwaga poraża. Wyprawa nie była usłana różami, trzeba wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności. Afryka to kontynent nęcący, nieujarzmiony. Ten ostatni atrybut może być zarówno wadą i zaletą. Bohaterkę spotkało sporo przygód zagrażających jej życiu. Należy też wspomnieć, iż cała historia miała miejsce przed ponad dwudziestu laty, jak kłopoty miały łatwiejszy dostęp do człowieka. Ellis została zaatakowana przez uzbrojonych bandytów, na odsiecz przybyli lokalni rybacy. Właśnie, tym samym dochodzimy do sedna „Ubuntu”. W pewnym stopniu wyjaśniono to słowo już w opisie książki, jednak dodatkowo poszperałam. Znalazłam dodatkowe tłumaczenie, które jeszcze bardziej związało mnie z powieścią.

    Najłatwiej przełożyć wyraz na polski za pomocą całego zdania. „Jestem dzięki Tobie” — oto rzeczywisty duch przyjaźni, zrozumienia, dzielenia tym, co mamy. Istota człowieczeństwa. Heather, mimo napadu, spotkała masę pozytywnych ludzi, pragnących ugościć cudzoziemkę. W ten sposób mogła zasmakować egzotycznych potraw, obserwować codzienność plemion lub kontemplować urodę przyrody. Te doświadczenia zdecydowanie ukształtowały kobietę i cieszę się, że postanowiła opisać tak specyficzne oraz godne uwagi chwile. Z zapartym tchem śledziłam kolejne jej przygody, czekając na więcej. Interesujący styl!

    Z każdej strony biją skrajności. Dlatego długo myślałam, czy byłabym w stanie zmierzyć się ze swymi strachami. Los rzucał Heather pod nogi wielkie kłody. Ciężko chorowała na, między innymi, malarię, wiele razy musiała naprawiać motocykl, ulegała wypadkom. Potem piękne momenty wynagradzały trud. Idealna lekcja pokory, sprawdzenia intuicji. Podziwiam naszą bohaterkę, z przyjemnością spotkałabym się z nią na herbacie i posłuchała relacji. Dobrze, iż przynajmniej mogłam „pochłonąć papier”. Ellis posiada dar „gawędziarstwa”. Niezwykle rzadka cecha, która wymaga pielęgnacji. Wpadłam na informację, iż autorka pracuje nad kolejną częścią, tym razem poświęconą Australii. Nie mogę się doczekać! Trzymam kciuki za rychłe ukończenie.

    „Ubuntu” to wartościowa lektura. Pokazuje, że warto przełamywać strach, opory, wychodzić naprzeciw wyzwaniom. Świetnie przedstawiona Afryka nęci i sądzę, iż wielu czytelników nabierze ochoty na podobną podróż. Lato ciągle nie dobiegło ku końcowi, więc nie bójcie się poznać miejsc, których nie widzieliście. Mogą istnieć nawet kilkaset metrów (!) od Was — po prostu się rozejrzyjcie, weźcie książkę pod pachę, biegnijcie do przygody!

  7. Odkąd pamiętam, marzyłam o wyprawie do dzikiej, tajemniczej, nieobliczalnej, ale jakże bogatej krajobrazowo i zróżnicowanej etnicznie oraz kulturowo Afryki. Sięgałam po rozmaitą literaturę, zarówno podróżniczą, jak i obyczajową, w celu nabycia szerszej wiedzy na temat tegoż kontynentu (informacje nabyte w okresie edukacji nie były dla mnie wystarczające), jego państw, poszczególnych regionów, plemion, panujących tam obyczajów, zwyczajów, tradycji, walorów krajoznawczych, turystycznych, przyrodniczych czy kulturowych. Przede wszystkim intrygowały mnie też historie ludzi, którzy udali się w niezapomnianą podróż do Afryki, z której albo wrócili bogatsi nie tyle o zaczerpniętą tam wiedzę, co prawdę o sobie, albo zwyczajnie tam pozostali i się osiedlili, gdyż obdarzyli ów kraj od pierwszego spojrzenia ogromną miłością, wiele tam przeżyli, doświadczyli, wynieśli nauki, poznali mnóstwo miejscowych, jak i innych miłośników i pasjonatów wojaży. Od dawna ciągnie mnie do Afryki. Prawdę mówiąc, nie potrafię określić jednoznacznie, co jest tym magnesem. Inność, ciekawość, chęć poznania, ujrzenia, zasmakowania i porównania, a może dzikość, fascynacja, adrenalina, dreszczyk emocji. Trudno powiedzieć. Może kiedyś zaspokoję swoje pragnienie i spełnię marzenie. Jedno wiem na pewno, udam się na tę wyprawę otoczona grupą ludzi. Nigdy nie samotnie i nigdy nie na motocyklu (choćbym umiała się na nim poruszać). Heather Ellis to uczyniła. Wybrała się w samotną motocyklową podróż po Afryce, a swą niezwykłą odyseję szczegółowo opisała w książce „Ubuntu”. Zapraszam na recenzję.

    Heather Ellis trudziła się niejedną profesją. Pracowała m.in. jako technik bezpieczeństwa, kurier motocyklowy oraz dziennikarka. Obecnie mieszka nieopodal Melbourne z trójką ukochanych dzieci. Dzieli swoje zajęcia pomiędzy tworzenie drugiej części „Ubuntu” oraz pracę dziennikarską jako freelancer. Jest też zawodową mówczynią. Ubóstwia przejażdżki motocyklem. (źródło: http://www.wydawnictwokobiece.pl)

    Heather Ellis wychowywała się w Australii. Mając zaledwie osiem lat po raz pierwszy wsiadła na motocykl i już wtedy zapałała miłością do tegoż środka transportu. Od zawsze marzyła też o podróży do Afryki. Bliżej nieokreślona i niesprecyzowana siła, niewidzialna, ale intensywnie odczuwalna energia powodowały, że zaczytywała się w książkach o tymże cudownym kontynencie, które potęgowały myśl o tym, iż być może w przyszłości wyruszy w tamtym kierunku i odwiedzi poszczególne regiony. Póki co prowadziła spokojne, w miarę stabilne życie, pracowała w kopalni i przez wiele lat krążyła jedynie palcem po mapie, wyobrażając sobie samotną wyprawę po gorącej, pięknej, ale też pełnej czyhających niebezpieczeństw i zagrożeń Afryce. Pewnego dnia podczas grilla z przyjaciółmi, dwudziestoośmioletnia Heather nagle mimochodem rzuca hasło, iż samotnie objedzie motocyklem Afrykę. Wewnętrzny głos podpowiadał jej wówczas, że musi tego dokonać, aby odnaleźć i zrozumieć sens istnienia. Rozpoczyna zatem długie przygotowania do planowanej eskapady, szykuje niezbędne dokumenty, poddaje się szczepieniom, pakuje ekwipunek, zbiera najistotniejsze informacje przydatne w trakcie wyprawy, poszukuje sponsorów, skrupulatnie uczy się obsługi swego motocykla Yamaha TT600 i pozyskuje wiadomości mogące jej pomóc w jego naprawach oraz radzeniu sobie w trudnych sytuacjach, a także zmaga się z nieustannie jawiącymi się wątpliwościami i pytaniami zaprzątającymi jej głowę. Po roku wyrusza wreszcie w wyczekiwaną podróż na Czarny Ląd, w której początkowo towarzyszy jej kolega – Dan. Jednak z czasem ich drogi się rozjeżdżają i odtąd Heather musi sama mierzyć się przeszkodami, które wielokrotnie napotka na drodze…

    „Ubuntu” to obszerna relacja kobiety, która samotnie przemierzyła Afrykę, zaczynając od portu w Durbanie i kierując się na północ kontynentu. W ciągu piętnastu miesięcy pokonała 42.000 kilometrów i przekroczyła granice dziewiętnastu krajów. W tym czasie przejechała między innymi przez przełęcz Sani (magiczne miejsce będące marzeniem miłośników samochodów), odwiedziła senną wioskę rybacką Port St. Johns, Parki Narodowe: Mana Pools w Zimbabwe (niebezpieczne spotkanie ze słoniami, lwami i hipopotamami), Jeziora Malawi, Wodospadu Murchisona i Ruwenzori w Ugandzie, a także Rezerwat Masai Mara, zdobyła szczyt Kilimandżaro, poznała uroki życia na pływającej wiosce na rzece Kongo, wybrała się na targ Kurmi – jeden z największych bazarów w Afryce, doświadczyła gościnności w Maralol, South Horr, Lolyangalani, Kampala, Lodwar, Arua, Beni, Epulu, Kinszasa, Franceville, Ebolowa, Jaunde, Akra, Lagos, Bamako, Nawakszut i wielu innych miejscowościach. Podziwiała otaczające krajobrazy, obszerne pustynne tereny, sawanny, wodospady, dżungle, wschody i zachody słońca, lepianki. Poznawała życie codzienne lokalnych mieszkańców, plemion i ludów (Masajowie, Pigmeje, lud Gabbra, grupa etniczna Bidan). Kosztowała zupełnie dla niej nowych, regionalnych i egzotycznych potraw. Miała okazję zaznajomić się ze smakiem mięsa z dujkiera, kassawy, tapioki, mlecznej herbaty przygotowanej z wody o rybim posmaku, connie, ananasów i papaji oraz okoni nilowych. Spotykała wielu ludzi z różnych stron świata, tak jak i ona podróżujących motocyklem po Afryce. Wielu z nich udzieliło jej wsparcia i pomocy, której niewątpliwie potrzebowała. Wielokrotnie musiała stawić czoła przeciwnościom losu. Uciekała przed niebezpiecznymi bandytami i rebeliantami, tłumaczyła się żołnierzom, radziła sobie z usterkami pojazdu i wymieniała jego części, ulegała wypadkom, z których wychodziła na szczęście bez szwanku, walczyła ze swym organizmem, chorobami i infekcjami (w tym z malarią, szkorbutem, zakażeniem amebą, nawracającą biegunką, czerwonką) oraz głodem. Uczestniczyła w polowaniu, czyniła uniki przed krokodylami w jeziorze, w którym zażywała kąpieli, starała się przetrwać czas na pustyni, zaznała bliskiego spotkania z gorylami i mandrylami, a nawet dopatrywała się podobieństw z okapi. Owa podróż dostarczyła jej mnóstwo skrajnych wrażeń, zapewniła poczucie szczęścia i swego rodzaju wolności, zachwyciła oraz pomogła innymi oczyma spojrzeć na świat oraz swoje dotychczasowe życie, a przede wszystkim zrozumieć istotę afrykańskiej ideologii ubuntu (człowieczeństwo wobec innych). W czasie wyprawy nawiązała nowe przyjaźnie (niektóre przetrwały lata), nierzadko cudem uniknęła śmierci, udowodniła, że bez względu na wszystko jest w stanie przetrwać. Przeprawa przez Afrykę nauczyła ją odporności, wytrwałości, cierpliwości, tłumienia w sobie lęków i strachu, których nie należy w krajach wspomnianego kontynentu okazywać, bowiem to świadczy o słabości człowieka. Udowodniła zarówno sobie, jak i innym, którzy nie wierzyli w nią, iż jest silną i dzielną kobietą.

    Nie ukrywam, że z przyjemnością uległam lekturze owej publikacji. Jej atutami zdecydowanie są lekkie pióro, mnogość kilkustronicowych intrygujących rozdziałów, spora dawka nieprzytłaczających informacji i ciekawostek (mniej lub bardziej aktualnych, wyprawa miała miejsce w latach 90-tych XX wieku), plastyczność i wyjątkowość opisów, sensowność i mądrość prowadzonych rozmów, precyzyjność i ogromne zaangażowanie autorki w opisanie swej przygody. Miałam nieodparte wrażenie, jakbym chłonęła zapisane kartki wyrwane z pamiętnika młodej kobiety, która pragnęła podzielić się swymi przeżyciami, nabytymi doświadczeniami, myślami, refleksjami, wskazówkami, uwagami oraz spostrzeżeniami, a przede wszystkim targającymi nią nieustannie emocjami i przepełniającymi ją uczuciami. Książka jest w moim odczuciu niezwykle osobistym zapisem podróży w głąb siebie. Autorka poprzez wyprawę sprawdzała swoje możliwości i umiejętności, odkrywała dotąd nieznane sobie cechy, pokazywała swą intymność, testowała swą intuicję, ale również ujawniała wady, w tym naiwność, lekkomyślność czy brak odpowiedzialności. Heather Ellis wytykała sobie błędy, nie ukrywała też, że miała do siebie poniekąd żal, że w pewnych sytuacjach postąpiła tak, a nie inaczej. Spełniła swoje najskrytsze marzenie, ale zapłaciła też za nie dość wysoką – przynajmniej w moim mniemaniu – cenę. Przyznaję, że w czasie studiowania owej relacji, towarzyszyły mi dość ambiwalentne uczucia. I w żadnym wypadku nie mam na myśli kwestii merytorycznych książki, nie mam zastrzeżeń co do stylu pisania czy też formy przedstawienia historii. Moje przemyślenia raczej dotyczą samej bohaterki i jej co poniektórych poczynań. Samotna i tym bardziej motocyklowa wyprawa kobiety (dodatkowo białej) na kontynent pełen skrajności i kontrastów, wszechogarniającego niebezpieczeństwa w dużej mierze ze strony zróżnicowanej pod względem kulturowym, społecznym, politycznym i religijnym ludności (głównie mężczyzn) oraz zagrożeń naturalnych i klimatycznych, budzi we mnie z jednej strony podziw i szacunek, aczkolwiek z drugiej strony wyzwala dozę niezrozumienia wobec postawy polegającej na świadomym narażeniu swego życia i zdrowia. Oczywiście w mojej gestii, w żadnym wypadku, nie jest ocenianie osób podejmujących się ekstremalnych wypraw, a wskazanie tejże kwestii do rozważenia i dyskusji. Zawsze, sięgając po tego typu pozycje i zaznajamiając się wymagającymi odwagi wyczynami ludźmi, zastanawiam się, co tak naprawdę nimi kieruje? Ja na pewno nie podjęłabym się takiego wyczynu. Nigdy w życiu. Może brakuje mi na tyle odwagi? A może to dla mnie aż nazbyt duże ryzyko?

    Podsumowując, „Ubuntu” to niezaprzeczalnie frapująca, angażująca, refleksyjna opowieść o determinacji, samotności, tęsknocie, poszukiwaniu i odkrywaniu siebie na nowo, wytrwałości, niebywałym szczęściu, ogromnej pasji oraz spełnianiu marzeń. To książka ukazująca zarówno uroki, jak i anomalie Czarnego Lądu, który fascynuje, intryguje, zachwyca, a zarazem budzi obawy i przeraża. To niewątpliwie prawdziwa, bezpośrednia, skłaniająca do zadumy i wysnuwania konstatacji proza poruszająca ważne zagadnienia i wzbogacona o niejedno cenne przesłanie. Z pewnością pozycja godna uwagi. Polecam serdecznie.

  8. „Ubuntu: Motocyklowa odyseja samotnej kobiety przez Afrykę” to książka drogi.
    Autorka wspomnień Ells Heather, w wieku 28 lat postanowiła samotnie na motocyklu przejechać Afrykę. Porzuciła swoje dotychczasowe życie, by odbyć odyseję przez niesamowity kontynent. Podróż zajęła jej 15 miesięcy. Przez ten czas pokonała 42 000 kilometrów i odwiedziła 19 krajów. Przez większość czasu, wyprawa przebiegała samotnie i niesamowicie emocjonująco. Jednym z ważniejszych aspektów tej eskapady jest fakt, że motocyklowa przygoda Ells Heather miała miejsce w latach 1993/1994. Wtedy świat, jak i sama Afryka wyglądała zupełnie inaczej. Tym bardziej podziwiam autorkę i troszkę jej zazdroszczę.

    Jednym z ciekawszych wątków tej historii jest to, że Ells Heather, nigdy wcześniej nie wybierała się w tak długodystansową podróż, jak również fakt, że nigdy wcześniej nie była w Afryce. Zdecydowała się jednak wyruszyć na swoim wymarzonym motorze Yamaha TT600 w podróż życia. Przygotowania do wyprawy zajęły jej rok. Po tym czasie znalazła się w porcie w Durbanie. Podczas swojej podróży przemierza góry Ruwenzori i Kilimandżaro, pustynię północnej Kenii. Wpada na uzbrojonych bandytów. Ocalona przez rybaków, postanawia nie przerywać swojej eskapady. Gdzie nie zawitała, lokalna ludność nie tylko ją wspierała, ale także w pewien sposób uczyła, czym jest uniwersalna więź współistnienia i przyjaźni – czyli Ubuntu.

    Mam wrażenie że Ellis Heather nie tylko miała wiele szczęścia, ale przede wszystkim jej wytrwałość i wiara w słuszność swojej decyzji, ostatecznie zdecydowały o końcowym sukcesie wyprawy. Teraz autorka jest w trakcie pisania drugiej części „Ubuntu”, a zarazem kontynuacji swojej opowieści o fascynacji życiem i światem. Niesamowicie mocno podziwiam tą niezwykła kobietę. Sama nigdy nie zdecydowałabym się na taką podróż. Nawet współcześnie, a co dopiero w latach dziewięćdziesiątych. Z drugiej strony jej odwaga, determinacja i siła powinny stanowić przykład na to, jak wielką siłą jest tak zwana słabsza płeć. Brawo Ells.!!!

Dodaj opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Cię zainteresować…