Wydawnictwo Nowej Ery
BOK: +48 739 200 932

Mary McGrory

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

49.90  32.90 

Biografia Mary McGrory, która za relację z afery Watergate jako pierwsza kobieta w historii zdobyła nagrodę Pulitzer Prize for Commentary. Niezwykła postać, która zmieniła oblicze dziennikarstwa politycznego.

1414 w magazynie

SKU: 9788365170293 Kategoria: Product ID: 16729

Opis

HISTORIA POLITYCZNEJ SKANDALISTKI, LAUREATKI NAGRODY PULITZERA ORAZ ŁAMACZKI MĘSKICH SERC, KTÓREJ NIE MÓGŁ SIĘ OPRZEĆ SAM PREZYDENT LYNDON JOHNSON

Zaczynała jako recenzentka książek. Jej przewrotne teksty zwróciły uwagę redaktora naczelnego „The Washington Star”, który w 1954 roku wysłał ją do Capitol Hill na słynne przesłuchania Joseph McCarthy kontra Armia Stanów Zjednoczonych. Ta relacja sprawiła, że jej nazwisko stało się sławne. Od tego czasu nie było skandalu politycznego ani kampanii prezydenckiej bez jej komentarza. Prowokatorka o liberalnych poglądach, zagorzała przeciwniczka wojny w Wietnamie, atrakcyjna kobieta, która paliła i piła na równi z mężczyznami, na salonach spotykała się z najznamienitszymi postaciami epoki, magnetyczna osobowość, której propozycję łóżkową w towarzystwie agentów Secret Service czekających na klatce schodowej złożył w jej mieszkaniu przy kawie sam prezydent Lyndon Johnson, ale przede wszystkim bez wątpienia jedna z największych dziennikarek naszych czasów.

Zaangażowana pasjonatka, która wszystkiego musiała doświadczyć sama: „Nie potrafię inaczej, muszę widzieć, muszę słyszeć. Nie chcę by ktokolwiek patrzył i słuchał za mnie” – powiedziała w jednym z wywiadów. Kiedy w 1998 roku odbierała National Press Award powiedziała: „Muszę wyznać, że zawsze było mi trochę szkoda ludzi, którzy nie pracują dla prasy”.

„Wzruszająca i porywająca… To przekrojowy portret, który z pewnością zachęci czytelników do zgłębienia więcej inspirującej prozy McGrory” – Publisher’s Weekly

Podtytuł

Pierwsza królowa dziennikarstwa

ISBN

978-83-65170-29-3

Autor

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Tytuł oryginału

Mary McGrory. The First Queen of Journalism

Tłumaczenie

Maria Białek

Format

15.5 x 23.5

Rok wydania

2016

Liczba stron

304

Oprawa

twarda

10 opinii dla Mary McGrory

  1. 4 na 5

    Projekt: książka

    Podziwiam ludzi, którzy ponad wszystko cenią swoją pracę. Kochają to, co robią i potrafią oddać tej pasji całe swoje życie. Oprócz tego robią coś więcej. Wytyczają nowe szlaki i stają się przykładem dla innych.
    Mary McGrory urodziła się w Bostonie. Miała niemiecko irlandzkie korzenie. Miłość do książek zaszczepił w niej ojciec. Od matki, sztywnej, konserwatywnej i religijnej kobiety nauczyła się walczyć o swoje prawa. Pochodziła z niezbyt bogatej rodziny jednak otrzymała wszechstronne wykształcenie zaskakując swoją wiedzą nauczycieli. Prywatnie Mary nigdy nie wyszła za mąż, chociaż przez całe życie kochała tylko jednego człowieka. Niestety jej praca wymagała ciągłych wyjazdów. Podczas licznych kampanii wyborczych to ona siedziała w pierwszym rzędzie, relacjonując później w swoich felietonach najważniejsze informacje dla swoich czytelników. Wplątywała się w różne romanse jednak zawsze wracała do Blaira Clarka. Ostatecznie złamał jej serce gdy pojął za żonę Polkę.
    Zaczynała jako recenzentka literatury w miejscowej gazecie ‘Star’. Czytelnicy uwielbiali jej lekki, przystępny styl. Redaktor naczelny widząc jakim powodzeniem cieszą się jej opinie wysłał ją w świat polityki, a Mary poczuła się w nim jak ryba w wodzie. Z początku nie było łatwo. Z kart powieści wyłania się obraz kobiety, która całkowicie poświęciła się pracy. W latach pięćdziesiątych dziennikarzami byli jedynie mężczyźni. Ta profesja jak i inne były zarezerwowane tylko dla nich. Kobieta miała za zadanie jedynie opiekować się dziećmi i dbać o dom, a Mary nie mogła się z tym pogodzić.Krok po kroku, z mozołem walczyła o swoje należne miejsce jako dziennikarce w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

    “Wybór prosty: albo pierwsza strona, albo życie rodzinne. Nawet gdy lata sześćdziesiąte gwałtownie przetasowały amerykański porządek społeczny, otwierając długo zamknięte drzwi dla kobiet i mniejszości, Mary czuła, że może odnieść sukces jako dziennikarka albo może być szczęśliwą mężatką – nie da rady osiągnąć obu tych rzeczy naraz.”

    Zmysł obserwacji i talent przelewania tych obrazów na papier. To cechy, które były charakterystyczne dla stylu Mary McGrory. To ona wprowadziła dziennikarstwo na nowy poziom. Uwielbiała stosować liczne porównania, humor i sarkazm. Wszystkie potrzebne fakty zdobywała sama. Zawsze dostępna, zawsze na miejscu. Dzięki serii artykułów o Watergate dostała nagrodę Pulitzera. To nie jedyne jej wyróżnienie na scenie dziennikarskiej, jednak to właśnie dzięki niej swoje podwoje otworzyły przed nią nowe wydawnictwa, pojawiły się nowe perspektywy pracy. Mary jednak do końca pozostała wierna swojej pierwotnej gazecie.
    Mary McGrory oprócz tego, że była dziennikarką aktywnie udzielała się jako wolontariuszka w sierocińcu świętej Anny. Dzięki jej licznym kontaktom w świecie polityki namówiła zwykłych ludzi jak i możnych do dzielenia się dobrem. To za jej sprawą dzieci mogły spędzać święta Bożego Narodzenia z rodziną prezydenta Kennedy’ego. Przejmowała się sprawami ludzi, których głos nie zawsze mógł przebić się do szerszej publiki. Słuchała ich historii i wspierała ich swoim piórem, a przez to uwrażliwiała innych na problemy ludzi z niższych warstw społecznych. Nie pozwoliła się nastraszyć, gdy znalazła się na liście wrogów Nixona. Jej pytania zawsze były przemyślane i trafne wprawiając osoby z którymi rozmawiała w konsternację.

    “Mary była grande dame waszyngtońskiego dziennikarstwa. Marjorie Williams, opisując, jak wkraczała do newsroomu w czarnym kapeluszu z szerokim rondem i wełnianym płaszczu, nazwała ją prasową Katharine Hepburn.”

    Amerykanie uwielbiają lekko podkolorowywać swoich bohaterów. Tym samym, między słowami możemy zaobserwować Mary jako osobę ciągle poszukującą uwagi ze strony innych ludzi, wykorzystującą ich do czasami trywialnych zadań. Uwielbiała brylować w towarzystwie i być otaczana ludźmi, którzy aktualnie sprawowali władzę. Z jednej strony to nic dziwnego, jej praca polegała na ciągłych kontaktach z politykami. Mary była piękną i wpływową kobietą. Pociągali ją mężczyźni o mocnym charakterze, skutecznie dążących do zajęcia jak najbardziej intratnych stanowisk w rządzie. Nic dziwnego, że wokół jej postaci krążyły plotki o romansie z Kennedym czy reporterem Bobem Abernethym. Chociaż Mary nie była typem osoby, która łatwo daje się omamić przyjemnymi słówkami i obietnicami, niektórzy skrycie oskarżali ją o promowanie charyzmatycznych polityków i kongresmenów. Książka jest również mocno przesycona nazwiskami, wydarzeniami, sytuacjami ze sceny politycznej. Zapoznajemy się z największymi aferami w USA i szczerze mówiąc, czasami trudno się w tym połapać. Podziwiam jednak pisarza za ogrom pracy, jaki włożył w odtworzenie życia pionierki dziennikarstwa. Ilość szczegółów jakie wprowadził, fragmenty rozmów z politykami, przyjaciółmi, rodziną jest oszałamiająca. Biografia Mary nie byłaby kompletna bez jej felietonów. Wyłania się z nich obraz niezwykle utalentowanej kobiety znanej na całym świecie, ikony dziennikarstwa, która po prostu kochała pisać.
    Nie da się nie podziwiać Mary McGrory. Za jej dobre serce, zdolności, nieustępliwość. Za przekraczanie granic i pokazanie kobietom, że warto walczyć o siebie i swoje marzenia. Polecam szczególnie tym, którzy są w jakiś sposób związani z dziennikarstwem i wszystkim miłośnikom biografii.

  2. 4 na 5

    subiektywnikliteracki

    Mary McGrory, najbardziej licząca się dziennikarka amerykańska. Zaczynała od recenzowania książek (SIC!), jej ostry język i wyrazisty styl został zauważony przez szefa „The Washington Star”, tym samym Mary dostała swoją życiową szansę aby zaistnieć. Dzięki swojej aparycji była jedyną kobietą, w świecie lat 40 i 50 ubiegłego wieku, kiedy to widoczna była silna dominacja mężczyzn, którą dopuszczano do świata polityki. W roku 1954 redaktor naczelny wysłał ją do Capitol Hill na słynne przesłuchania Josepha McCarthy kontra Armia Stanów Zjednoczonych. Od tego czasu była liczącą się dziennikarką. Nie było komentarza politycznego, czy skandalu bez jej komentarza.
    John Norris w książce „Mary McGrory. Pierwsza królowa dziennikarstwa” pokazuje jej pracę od drugiej strony. Nie mamy tutaj klasycznej biografii, przedstawiania dat, chronologii. Mamy za to relację z życia tej wyjątkowej kobiety. Mary pomimo swojego zaangażowania w pracę i sytuację Ameryki w ogóle była też zwyczajną „kurą domową” (przepraszam za wyrażenie, ale to obrazuje lepiej pracę w około domu, przy rodzinie, a niżeli suche stwierdzenie – była żoną).
    Dostajemy obraz kobiety na miarę swoich czasów, ale przede wszystkim ponad i wyprzedzającą epokę w jakiej przyszło jej żyć. Mary praktycznie do końca swoich dni nie spuszczała z tonu dziennikarki rasowej. Jej cięte riposty stały się czymś oczywistym i tak znaczącym, że żaden komentarz polityczny nie miał znaczenia, dopóki nie zajęła się nim McGrory.
    Mary znana była również ze swoich liberalnych poglądów. Jako zdecydowana przeciwniczka wojny wietnamskiej i krytyk polityki Nixona znalazła się na „czarnej liście” przeciwników prezydenta. Artykuły o aferze Watergate przyniosły jej nagrodę Pulitzera w 1975. Jest to dodatkowy powód by poznać kultową postać świata dziennikarskiego. Ja mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach nie zwraca się uwagi na to kto przekazuje informacje, bo ważniejsze stało się to, co to za informacja. McGrory pokazała, że osoba dziennikarza jest równie ważna jak zakres przekazywanych treści.
    Książka Johna Norrisa to wspaniałe wspomnienie o wyjątkowej kobiecie, która nie bała się wyciągną rękę po swoje marzenia. Ponad wszystko, jest to pieczołowicie dopracowana opowieść, świadczy o tym rozbudowania bibliografia, mamy tutaj nie tylko cytaty z rozmów samej Mary, ale przede wszystkim przekrój przez sposób pracy reportera, warsztat i samo przygotowanie się do rozmowy. Poznajemy codzienność tego zawodu i możemy obserwować niejako z boku jak Mary radziła sobie w tym trudnym świecie.
    Polecam wszystkim pasjonatom dziennikarstwa. Jest to wspaniała lektura dla marzycieli, ponieważ pokazuje po raz kolejny, że nie warto się bać, czasem warto zaryzykować i iść w zaparte, by dojść tam gdzie się zamierzyło. Będzie to też fantastyczna pozycja dla wielbicieli biografii w ogóle, bo Mary McGrory wyjątkową na wiele sposobów kobietą, niewątpliwie była.

  3. 5 na 5

    Mea Culpa

    Mary McGrory to amerykańska dziennikarka, felietonistka. Swoją karierę rozpoczynała od recenzowania książek, jednak gdy redaktor naczelny „The Washington Star” wysyła ją do Capitol Hill na przesłuchanie Josepha McCarthy całe jej życie nabiera rozpędu, a ona sama chwyta wiatr w żagle.

    Zostaje zauważona przez wiele wybitnych postaci, a sama zyskuje w oczach wydawców, którzy są zafascynowani jej lekkim piórem i zakochani w jej słowie pisanym. Felietony, które od tej pory zaczyna tworzyć zdobywają serca czytelników, choć zdarzają się też przeciwnicy jej liberalnych poglądów i ostrej, szczerej krytyki. Po jednym z najsławniejszych felietonów Mary na temat zejścia ze sceny Nixona jeden z czytelników napisał: „Wiem, że to typowe dla Irlandczyków kopać leżącego, ale nawet Irlandczycy są istotami ludzkimi, które muszą gdzieś w głębi serca mieć choć szczyptę litości”. Styl Mary był niekonwencjonalny.

    Mary była kobietą pełną wdzięku, która bywała na salonach i poznawała mnóstwo znanych osobistości. Norris opowiada o jej relacjach z samym Kennedy, prezydentem USA. Była jego przyjaciółką, która stanowiła pewną skarbnicę rad. Brała udział w jego kampanii, choć do samego końca nie wierzyła w polityczną wygraną. Żaden wyścig do Białego Domu nie mógł ją ominąć.

    Pokazała, że kobiety również mają coś do powiedzenia i nawet na scenie politycznej są w stanie się utrzymać, nawet na wysokiej pozycji. Choć w tamtych czasach dziennikarek było jak na lekarstwo. Jak sama Mary zauważyła „Bycie reporterką w męskim świecie waszyngtońskiego dziennikarstwa lat czterdziestych i pięćdziesiątych oznaczało protekcjonalne traktowanie lub wyłączenie poza nawias albo obie te rzeczy naraz”.

    Była osobą dowcipną, inteligentną, trwale dążącą do celu. Ponadto została pierwszą wolontariuszką w sierocińcu Świętej Anny, to właśnie za jej namową bracia Kennedy pomagali jej w opiekowaniu się dziećmi, a nawet jedne ze Świąt Bożego Narodzenia zostało zorganizowanych w Białym Domu. Radości nie było końca.

    Jeden z felietonów, opowiadający o pogrzebie prezydenta USA ścisnął moje serce, powodując łzy. To właśnie wtedy przekonałam się, że jest to jedna z lepszych książek, które każda osoba zainteresowana dziennikarstwem bądź polityką powinna przeczytać.

    W całości znajdziemy również historię jej burzliwego romansu z reporterem, który zakończył się bolesnym zawodem. Dziennikarka odstawiła uczucia na boczny tor, ze strachu o karierę. To właśnie dzięki jej zaangażowaniu stała się najważniejszą publicystką polityczną w kraju, której komentarze znają wielcy dziennikarze. W 1975 dzięki artykułowi o aferze Watergate została jej przyznana nagrodę Pulitzera.

    John Norris przedstawił biografię słynnej dziennikarki w sposób ciekawy i ujmujący. Napisał książkę na podstawie podań znalezionych w archiwum, ale również przeprowadzając liczne badania, rozmawiał z rodziną i przyjaciółmi samej bohaterki. Na końcu znajdziemy ponad 700 przypisów z całej lektury, które wyjaśnią wiele niezrozumiałych kwestii.

    Recenzja znajduje się również na http://www.zksiazkadolozka.blogspot.com

  4. 5 na 5

    www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

    Ostatnio zdarza mi się wychodzić poza własne granice i słabości. Czytam nawet to czego rzekomo nie lubię czy też mnie nie interesuje. Co najciekawsze i co bardzo przypadło mi do gustu to fakt iż jak na razie się nie zawiodłam i wszystko co mam za sobą, a nie było regułą sprawia mi wiele radości, dostarcza niemało rozrywki i dostarczyło wiele ciekawych informacji. Co zachęciło mnie do sięgnięcia właśnie po tą pozycję? Na pewno nie fakt, że książka jest biografią. Dodatkowo nie okładka, która wydawała mi się taka nijaka. Czarno – białe zdjęcie z dodatkiem czerwonego tytułu nie zachęcało. Hasło: „Pierwsza królowa dziennikarstwa” też nie była w moim stylu, więc co? Fakt, że kobieta swoją karierę zaczynała jako… recenzentka książek! Wydało mi się to tak bliskie mojemu sercu, że musiałam poznać jej historię. Szczególnie, przyznaję iż nie znałam i nie kojarzyłam jej praktycznie w ogóle co po przeczytaniu tej pozycji uważam za wręcz niewiarygodne!

    Mary McGrory to kobieta o korzeniach irlandzko – niemieckich. Jednak od młodości utożsamiała się zdecydowanie z Irlandią. Karierę zaczynała jako recenzentka książek, ale pisała tak przewrotne, zabawne, a czasami ironiczne czy sarkastyczne teksty, że zwróciła na siebie uwagę redaktora naczelnego „The Washington Star”. 1954 roku wysłał ją na przesłuchania McCarthy’ego. Jej relacje spowodowały, że nazwisko McGrory stało się sławne i rozpoznawalne. Od tego czasu nie powstrzymywała się przed komentarzami czy felietonami. Nie było szans by jakikolwiek skandal nie został okraszony jej komentarzem. Polityka stała się jej konikiem. Jeździła na kampanie prezydenckie, ale też spotykała się z najznamienitszymi postaciami na salonach – sama takie organizując. Jednak jej drugą stroną był fakt, że z całego serca i bez wahania poświęciła się wolontariatowi. Prawie rok w rok na cele charytatywne potrafiła przekazać 50 tysięcy dolarów, mało tego umiała namówić do tego innych znanych ludzi w tym Roberta i Johna Kennedych. To co zrobiła dla sierocińca Świętej Anny nie powinno być jej nigdy zapomniane. Potrafiła być „równą babką” – paliła jak smok i piła jak facet, umiała przebić się przez każdą ścianę, nie wahała się pisać tego co myśli. Byłą prowokatorką o liberalnych poglądach, otwarcie mówiła co o kim sądzi, ostra przeciwniczka wojny w Wietnamie, miała przyciągającą osobowość i atrakcyjny wygląd. Jednak jej życie prywatne było tajemnicą praktycznie dla każdego. Do końca życia bezdzietna panna – a wszystko to mimo miłości do dzieci i kulki romansów. Niczego się nie bała, dostała wiele nagród w tym Nagrodę Pulitzera w kategorii „Komentarz” czy John Chancellor Award Excellence in Journalism czyli nagroda za wybitne zasługi dla dziennikarstwa. Najsławniejsze jej słowa wypowiedziane w jednym z wywiadów to: „Nie potrafię inaczej, muszę widzieć, muszę słyszeć. Nie chcę by ktokolwiek patrzył i słuchał za mnie”. Musiała być wszędzie, nie tolerowała przekazywania informacji. Jeśli czegoś nie widziała lub nie słyszała to tego nie komentowała. Kiedy zaś w 1998 roku odbierała nagrodę National Press Award powiedziała: „Muszę wyznać, że zawsze było mi trochę szkoda ludzi, którzy nie pracują dla prasy”.

    Wiele można się z tej pozycji dowiedzieć. Nie tylko o samej Mary, ale i o polityce czy sytuacji kobiet w jej czasach. Żyła długo i szczęśliwie – do końca dni pracując tak jak kochała. Zmarła mając 85 lat. Miała udar co zakończyło się problemami z porozumiewaniem – nie była w stanie pisać i mówić, a jednak to w tedy usłyszała chyba najmilsze słowa jakich mogła się spodziewać. W sierocińcu od pamiętnych czasów zajmowała się każdym dzieckiem, niejednemu pomogła uporać się z problemami. Jednym z takich dzieci był pewien chłopiec, któremu dzięki Mary udało się uporać z wadą wymowy. Gdy McGrory była w sierocińcu już po udarze chłopiec usiadł jej na kolanach, a do siostry zakonnej powiedział:

    „Kiedy ja nie potrafiłem czytać i potrzebowałem pomocy, Mary Gloria miała dla mnie czas. Pomogła mi. Teraz Mary Gloria nie umie zbyt dobrze czytać i potrzebuje pomocy, więc ja jej czytam” *

    * – Cytat z „Mary McGrory” John Norris – str 277

    Książki nie da się szybko zapomnieć. Robi ogromne wrażenie i niesamowicie się cieszę, że zdecydowałam się po nią sięgnąć. Coś innego, coś niesamowitego, coś fascynującego. Przeczytaj nawet jeśli biografia, dziennikarstwo czy polityka to nie Twój świat. Moim nie jest ani jedno, a jednak pozycja była dla mnie balsamem dla duszy. Polecam!

  5. 5 na 5

    Erna Eltzner

    Dla pewnej grupy szczęśliwców praca jest nie tylko źródłem zarobku, ale też wielką pasją. Pieczołowicie wypełniają swoje obowiązki, wkładając w to tyle emocji, że trwale zapisują się na kartach historii. Jakich dziedzin? Różnych. A jedna z nich to dziennikarstwo.

    Mary McGrory, postać nieszablonowa, inspirująca. Karierę rozpoczęła od recenzowania książek. Stopniowo pięła się po szczeblach, aby w efekcie zostać pierwszą kobietą nagrodzoną prestiżową Pulitzer Prize for Commentary. Przełomem było relacjonowanie przesłuchań Josepha McCarthy’ego. Od tamtej pory żaden skandal polityczny nie uszedł jej uwadze, opisywany z charakterystycznym dla Mary stylem. W międzyczasie otaczała się ludźmi znanymi, często składającymi jej różne propozycje — choćby matrymonialne. Do tego zacnego grona zaliczył się sam prezydent Lyndon Johnson. Co miała w sobie Mary McGrory? Czy to jej wrodzony magnetyzm?

    Przepadam za książkami biograficznymi. Czyjeś historie zawsze mogą mnie do czegoś natchnąć, więc namiętnie się w nich zaczytuję. Nazwisko McGrory obiło mi się o uszy już jakiś czas temu, ale nie miałam okazji bliżej poznać jej życie. Dlatego z radością powitałam to kompendium wiedzy nie tylko o samej dziennikarce. John Norris postanowił przybliżyć także czasy w których żyła. Bardzo odmienne w wielu aspektach od tego, co znamy teraz, jednocześnie zbliżone w poszukiwaniu sensacji. Od lat ciekawią ludzi polityczne kontrowersje. To nimi zasłynęła Mary, pełna elokwencji, zawsze świetnie przygotowana. Nie, nie da się tego nazwać „dziennikarstwem tabloidowym”. McGrory zawsze merytorycznie podchodziła do każdej sprawy. Lektura była dla mnie prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza przy naprawdę ładnym wydaniu, na co zazwyczaj zwracam uwagę w biografiach. Lubię, gdy dodawane są zdjęcia, a już najlepiej na kredowym papierze!

    To, co może zaciekawić wielu — Mary była recenzentką. Myślę, że już ten fakt sprawi, że spora rzesza osób poczuje z nią jakąś więź. Mam rację? Osobiście uznałam tę ciekawostkę za bodziec sprawiający, iż McGrory stała się dla mnie prawdziwym człowiekiem. Czasem tak jest, czytamy o kimś, ale trudno nam sobie wyobrazić istnienie danej postaci. A to ludzie, z krwi i kości, choć widzimy ich przez pryzmat tuszu i papieru. A tu mamy kogoś stworzonego z przeciwieństw. Paliła, popijała alkohol z mężczyznami, zawzięcie dyskutowała, a równocześnie angażowała w pomoc charytatywną dla osieroconych dzieci.

    Przed laty dziennikarstwo było zarezerwowane dla mężczyzn. Kobiety pojawiały się jedynie w działach poświęconych plotkom, gotowaniu i szyciu. John Norris wyczerpująco przedstawił tamten okres czasu, więc można uznać, że stworzył poniekąd książkę historyczną. Osobiście spodobał mi się ten zabieg, bo interesuje mnie także tło, nie sama postać. Mary nigdy nie wyszła za mąż, nie założyła rodziny, ale troszkę patetycznie można stwierdzić, iż stała się matką dla kolejnych pokoleń dziennikarek. Miała dość neutralny stosunek do feministek, a chyba nieświadomie była jedną z nich.

    Całość napisano w sposób przystępny, wciągający. Na uwagę zasługuje ogrom pracy, który autor włożył w zebranie tylu informacji. Nikogo nie ocenia — pozwala odbiorcy na swobodę w wyciąganiu wniosków. To czyste fakty, okraszone wzruszającymi i zabawnymi anegdotami. Droga, którą obrała McGrory robi wrażenie, to wdzięczny temat do napisania biografii. Norris zgrabnie połączył każdy wątek, nie zostawiając niedosytu po skończonej lekturze. Jeśli jednak ktoś ma chęć na więcej, to może skorzystać z bardzo bogatej listy przypisów. To kolejny dowód na to, że Norris musiał spędzić mnóstwo czasu na poszukiwaniach. Mary wyprzedziła swoją epokę, nie bojąc się głośno wyrażać, nawet kontrowersyjnych, opinii. Zasłużyła na tak rozbudowane opisanie jej życia,

    To pozycja świetna dla studentów dziennikarstwa, ludzi żywo zafascynowanych tą dziedziną i po prostu miłośników książek biograficznych. Na pewno nie rozczaruje nawet najbardziej wymagających. I sprawi, że Mary McGrory stanie się trochę bardziej znana w Europie.

  6. 5 na 5

    krolewskierecenzje

    Mary McGrory była nie tylko wspaniałą dziennikarką, ale i niezwykła kobietą. Zawsze domagała się uwagi. I zyskała ją. Jedni ją kochali, inni nienawidzili i próbowali zmieszać z błotem. Jednak to ona zmieszała z błotem prezydenta Nixona i to niejednokrotnie. Ciężko pracowała nad realizacją swoich marzeń. Ale w końcu osiągnęła sukces. Niestety musiała wiele poświęcić: męża i dzieci. Dla niektórych byłaby to zbyt wysoka cena za bycie dziennikarką i zadawanie podchwytliwych pytań politykom.

    Mary zaczynała jako recenzentka książek. Pragnęła jednak czegoś więcej. Początkowo powoli wspinała się na szczeble swojej kariery, później poszło błyskawicznie. Stała się jedną z najbardziej znanych dziennikarek. Jej teksty czytały całe Stany Zjednoczone. Osobiście znali ją także politycy. Była największym wrogiem Nixona oraz przyjacielem J.F. Kennedy’ego oraz całej rodziny.

    Teksty wychodzące spod pióra Mary były nowością wśród innych artykułów pojawiających się w gazetach. Ona nie pisała suchych faktów, ale starała się wszystko opowiedzieć. Jej teksty maiły charakter intymny. Były odważne i innowacyjne, chociaż sama tak tego nie odbierała. Nie wahała się użyć sarkazmu, co nadawało polotu jej artykułom.

    Książka ta opowiada o życiu Mary. Tym prywatnym i przede wszystkim zawodowym. Poznajemy ją jako kobietę z krwi i kości. Autor nie próbuje osładzać Mary, nie przedstawia jej jako świętej. Pokazuje jej wady i zalety. Niejednokrotnie przywołuje opinie jej bliskich, którzy szczerze przyznają, że McGrory bywała nieznośna.

    John Norris świetnie się spisał przedstawiając nietuzinkową, prawdziwą, czasem wyszczekaną Mary McGrory. Żałuję, że nie miałam okazji wcześniej zainteresować się tą postacią, że nie przeczytałam jej rubryki, że nie żyła dłużej…

  7. 4 na 5

    ksiazkanonstop

    Czym się zajmuje dziennikarz – wszyscy doskonale wiedzą. Ale czy zapytawszy kto był pierwszą królową dziennikarstwa, otrzymamy prawidłową odpowiedź? Pewnie nie. Dlatego z pomocą przychodzi nam Wydawnictwo Kobiece z książką „Mary McGrory. Pierwsza królowa dziennikarstwa”.

    Mary to obracająca się w środowisku politycznym dziennikarka. Jej początki były niesamowicie ciężkie. Nikt nie chciał publikować jej tekstów w gazecie, ponieważ w tym czasie prym w tej dziedzinie wiedli mężczyźni. Zaczynała od recenzowania książek, aby później stopniowo wspinać się po szczeblach kariery, po marzenia. Uczestniczyła w życiu Białego Domu, miała bliski kontakt z prezydentem. Posiadała lekkie pióro, którego zazdrościł jej nie jeden dziennikarz. Relacjonowała przemówienia najważniejszych politycznych osobistości, brała udział w kampaniach wyborczych.

    Kobieta prócz nieprawdopodobnego zacięcia dziennikarskiego udzielała się także w inny sposób. Wspomagała porzucone dzieci, wspierała akcje charytatywne. Miała ogromne serce. Nigdy nie zapominała o potrzebujących. Z ogromną stanowczością odmawiała odpowiedzi na pytania dotyczące jej życia prywatnego. Miłości, jakich doświadczała, były w największej mierze krótkotrwałe bądź platoniczne. Przeżywane w skrytości serca. Odnoszę więc wrażenie, że dziennikarstwo było dla Mary McGrory całym życiem, światem.

    Biografia na jaką miałam ogromną ochotę, nie spełniła moich oczekiwań. Chciałam, bardzo chciałam przeczytać rzeczywiście biografię a dostałam książkę w większej mierze o polityce. Niemniej jednak imponujące jest to, że John Norris pokusił się o napisanie tejże pozycji. Na pewno nie było to proste zadanie, wymagało zapewne spędzenia mnóstwo godzin w archiwalnych czeluściach bibliotek. Chylę czoła. Z zainteresowaniem pochłaniałam słowa o pracy charytatywnej Mary, jej cichych miłostkach. Reszta mnie nużyła, niestety. Albo to nie czas na taką literaturę, albo po prostu nigdy z polityką będę za pan brat.

  8. 5 na 5

    Sia

    Gdy pierwszy raz popatrzyłam na tę okładkę, nieszczególnie mnie przyciągnęła. Zdążyłam dostrzec tylko czerwony tytuł i czarno-białą fotografię kobiety na okładce – domyśliłam się, że jest to biografia, więc zrezygnowałam z chęci przeczytania tej książki. Dopiero, gdy zobaczyłam podtytuł: „Pierwsza królowa dziennikarstwa” – wiedziałam, że ta książka jest dla mnie lekturą obowiązkową!

    Usłyszałam ostatnio, że potrzebne są nam „ideały”, osoby, z których będziemy chcieli brać przykład, które będą dla nas, swojego rodzaju, wzorem, autorytetem godnym naśladowania. Myślę, że właśnie za taki wzór dla przyszłych dziennikarek można uznać Mary McGrory. Celowo piszę dziennikarek, ponieważ mężczyźni powinni raczej znaleźć sobie męski odpowiednik tej niesamowitej kobiety, ale oczywiście dziennikarze również powinni znać tę książkę – w końcu, muszą mieć tę świadomość, że w wielu kwestiach kobiety są równie dobre (a nierzadko nawet lepsze).

    „Wyznawała zasadę, że jeśli nie widziałeś czegoś sam i sam nie zadawałeś na ten temat pytań, to nie masz prawa o tym pisać.”

    Mary McGrory swoją pracę dziennikarską rozpoczęła jako recenzentka książkowa. Jednak jej kariera zaczęła się rozwijać w momencie, gdy dostała propozycję relacjonowania przesłuchań McCarthy’ego. Nie mogła zmarnować tej szansy; dzięki niej stała się bardziej popularna, i także właśnie wtedy zrozumiała, że chciałaby pisać o polityce. A przez swoje lekkie pióro, bezstronne i zawsze subiektywne oceny, szybko okazała się bezkonkurencyjna.

    W czasach, w których żyła Mary, kobiet-dziennikarzy było niewiele, dlatego niekiedy była traktowana przez mężczyzn wyjątkowo. Nosili jej bagaże, pomagali nosić ciężkie rzeczy, chętnie z nią rozmawiali pomimo tego, że była kobietą. Była bardzo wpływowa, wszędzie była znana i lubiana. Organizowała także często większe przyjęcia, na które zapraszała wiele znanych osób: senatorów, dziennikarzy, przyjaciół. Zawsze na tych spotkaniach wybierała towarzystwo mężczyzn, z którymi chętnie piła, paliła i, rzecz jasna, rozmawiała o polityce.

    Oprócz tego, żeby było jeszcze zabawniej – dla zupełnego przeciwieństwa – Mary była wolontariuszką w sierocińcu Świętej Anny, a wielu swoich „znanych przyjaciół” – na przykład Johna i Roberta Kennedych – zachęcała do włączała się w pomoc dzieciom. Także dzięki jej wpływom, jedno bożonarodzeniowe przyjęcie dla dzieci odbyło się Białym Domu.

    „Swobodny dostęp był dla niej wartością niezbędną. Mówiła: „Muszę widzieć, muszę słyszeć. Jestem nieskomplikowana”.”

    W biografii napisanej przez Johna Norris’a nie mogło zabraknąć również bogatej bibliografii. Autor w całej książce odwołuje się tylko do sprawdzonych źródeł, tj. licznych artykułów i felietonów Mary McGrory i jej przyjaciół, dzięki czemu na końcu książki możemy znaleźć aż 747 przypisów. Szczerze, jeszcze nie spotkałam się z tym, żeby autor książki wypisywał tyle źródeł. Ale to tylko dobrze świadczy o autorze, że nie poszedł na łatwiznę i nie napisał „ogólnej” literatury przedmiotu – wypisał wszystko szczegółowo, z niezwykłą dokładnością – dzięki czemu powstała tak wspaniała i konkretna biografia.

    Mary McGrory przez swoją pewności siebie i pewności tego, co robiła, szybko stała się znana niemal w całym Waszyngtonie, a dzisiaj także na całym świecie. Koledzy z branży mieli prawo bać się jej, bo jej felietony, choć często krytykowane przez opinie publiczną, były bardzo popularne. Dlatego, dzięki swojej odwadze i determinacji, moim zdaniem, powinna być uznawana za przykład dla przyszłych dziennikarzy (a szczególnie tych, którzy chcą pisać o polityce).

    Sama kiedyś bardzo interesowałam się dziennikarstwem (choć nie tym związanym z polityką), dlatego ta biografia bardzo mnie zaciekawiła. Postać Mary McGrory jest według mnie dobrym przykładem dla dziennikarzy – choć nie tylko – każdy powinien chociaż trochę ją znać. Dlatego polecam każdemu.

    miedzy-brzegami.blogspot.com

  9. 5 na 5

    Wybebeszamy książki

    Mary McGrory
    Amerykańska dziennikarka i publicystka .
    Początkowo związana z redakcją „Boston Herald”, od 1947 z „Washington Star”. W 1954 relacjonowała przesłuchania komisji senatora McCarthy’ego.
    Jako zdecydowana przeciwniczka wojny wietnamskiej i krytyk polityki Nixona znalazła się na „czarnej liście” przeciwników prezydenta. Artykuły o aferze Watergate przyniosły jej nagrodę Pulitzera w 1975.
    W 1981 po zamknięciu „Washington Star” przeszła do „The Washington Post”.
    źródło: Wikipedia

    Kobieta

    Mary McGrory była przede wszystkim przedstawicielką naszej płci.
    Nigdy nie wyszła za mąż, nie miała dzieci, otaczała ją liczna rodzina, choć mało kto widział ja taką, jaka była naprawdę – w chwilach samotności, w domu, w ogródku, pośród własnych myśli.
    Aktywnie działała na rzecz sierot. Rocznie potrafiła przekazać nawet 50 tysięcy dolarów na cele charytatywne. Rozwijała, kształciła, uczyła swoich małych wielbicieli szacunku do pracy. Dawała im radość, oferowała niewielkie przyjemności. Zasięg jej czynów sięgał dużo dalej, niż można by się spodziewać. Korzystając z przywilejów, które dostarczała jej pozycja jednej z najlepszych dziennikarek, swoimi felietonami wzywała polityków do rewizji ich zachowań i podjęcia określonych działań.
    Do pomocy w Świętej Annie potrafiła zmobilizować nie tylko najbliższe otoczenie, ale również głowy państwa i współpracowników.
    Nie było dla niej granic, gdy w grę wchodziło szczęście dzieci i ich przyszłość.
    Zrealizowała się jako matka, chociaż nie dane jej było założyć rodzinę.

    Aktywistka

    Przez cały okres swojej działalności mocno i nieustępliwie trzymała się swoich przekonań. Zapalona przeciwniczka wojny i wyścigu zbrojeń, liberalny głos wśród prawicowej zawieruchy. Jej felietony o szkodliwości broni jądrowej i niebezpieczeństwie, które ze sobą niesie, czytały miliony.

    Tacy potężni, tacy bogaci, tacy silni i nie możemy wymyślić nic innego, tylko iść na wojnę. Ojcowie założyciele zalaliby się łzami.
    Mary McGrory o wojnie

    Nie powoływała się na suche formułki, niesprawdzone przypuszczenia, uderzała w struny, które wywoływały reakcje w każdym obywatelu USA. Historie powzięte z życia przekształcała w opiniotwórcze narzędzie.

    Dziennikarka

    Zawsze na czas. Zawsze z notatnikiem w ręku.
    Przez długo czas Mary McGrory pozostawała jedyną kobietą w zdominowanym przez mężczyzn zawodzie. Zrobiła coś, co dla wielu pozostaje jej największym osiągnięciem. Wybiła się. Stworzyła swój wizerunek, a raczej pozwoliła, by wykreował się na jej dokonaniach.
    Swoją wewnętrzną siłą, apodyktycznością, pewnością siebie, zalotnością, z przewrotnym uśmiechem na ustach manipulowała zastępami mężczyzn. Wydawała polecenia, które spełniali bez szemrania. Nosili za nią walizki, ustępowali miejsca. Przeszła etapy od najbardziej pożądanej na szczytach władzy do słodkiej staruszki. Jednak niezależnie od stanu zdrowia i ciała pozostawała kimś, komu chciało się wyznać swoje grzechy. Rozmowa z nią była za każdym razem tak samo lekka, delikatna i pełna normalności i ciepła. Domowa Mary przywodziła na myśl rodzinne strony, irlandzki humor i zadziorność. Usypiała ofiarę, by w następnej chwili uderzyć i uzyskać informacje, o które dziennikarze się zabijali.
    Nikt nie miał jej tego za złe. Póki jej felieton lub reportaż nie pojawił się na pierwszych stronach wielu gazet.

    -To nie jest kwestia naruszania przepisów prawa – powiedział Haldeman. – To kwestia maksymalnego wykorzystania przepisów prawa tak, abyśmy to my odnieśli korzyści, a nie kto inny.
    Współpracownik Nixona po stworzeniu czarnej listy*

    * czarna lista – lista zawierająca dwudziestu najbardziej znienawidzonych przez Nixona przeciwników i wrogów politycznych. Znalazło się na niej również nazwisko Mary.
    Pisała ostro, bezkompromisowo, czasami stronniczo, ale zawsze z pełną rzetelnością i talentem. Trafiała do serc lub podburzała umysły. Ludzie ją kochali lub jej nienawidzili. Na informację nigdy nie czekała, zdobywała je z pierwszej ręki. Pogłoski nie miały dla niej żadnej wartości.
    Mimo wybitnych dokonań na polu zawodowym i prywatnym, nigdy nie nadawała się na panią domu. Czas wolała spędzać z mężczyznami, feministki traktowała raczej obojętnie, a wszelkie słowa sprzeciwu kilkoma wyrażeniami potrafiła odrzeć z jakiejkolwiek racjonalności.
    Mary McGrory była filarem ówczesnego społeczeństwa, tak wielką siłą, że w jej stronę zwracały się całe rzesze ludzi. Tematyka jej tekstów mogła dotyczyć ogrodnictwa, problemów społecznych lub polityki, ale zawsze wywoływała silne emocje – zachwyt lub odrzucenie.
    Z nikim się nie patyczkowała, gdy trzeba było, wracała do czystego obiektywizmu. Z uporem obstawała przy swoich przekonaniach. Rzadko kiedy cofała słowa. U polityków wywoływała zgagę, u przyjaciół dreszcz ekscytacji, u kochanków – pożądania. Jej charyzma nie miała granic.
    Kobieta opoka. Królowa dziennikarstwa. Ikona stylu. Wzór dla pokoleń.
    To tylko kilka z określeń, które należą się tej niesamowitej kobiecie.

    Polityka

    Norris w obiektywny sposób zarysowuje obraz Mary. Nie skupia się na wadach, ani na zaletach. Pozwala czytelnikowi, zachęca go, by sam wysnuł wnioski i ustosunkował się do słów i czynów tej słynnej kobiety.
    Jednocześnie stykamy się także z szerokim spectrum polityków, doradców i światowych postaci, które zagościły w życiu Królowej dziennikarstwa. Było ich wielu, każdy z nich do jej życia wniósł coś wyjątkowego. Niektórych mieszała z błotem, innych hołubiła. Kobieta wielu talentów, niczym kwiat w stronę słońca, zwracała się w kierunku silnych, charyzmatycznych mężczyzn.

    Mamy okazję szczegółowo zapoznać się z największymi aferami, ustrojem USA i sposobem, w jaki prowadzi się tam kampanie. Przewracając strony wstępujemy w kolejne dekady, obserwujemy zmiany na świecie. Wojny, upadki, wzloty i krachy gospodarcze.
    Norris nie szczędzi nam wrażeń.

    Przedstawia nam postać Królowej, składa jej hołd, oddaje wady i zalety, ale przede wszystkim kłania się kobiecie, która swoim dorobkiem dziennikarskim umożliwiła rzetelne odtworzenie minionych dziesięcioleci.

    „Mary McGrory. Pierwsza królowa dziennikarstwa” to pozycja, która nosi cechy reportażu, jednak, podobnie jak teksty Mary, nie pozwala zamknąć się w sztywne ramy.
    Świetna książka, perfekcyjnie napisana, o kobiecie w świecie polityki na przestrzeni lat.

    Kryśka

  10. 5 na 5

    Bookendorfina

    „Mary McGrory sprawiła, że zmienił się pogląd na to, kogo jesteśmy skłonni zaakceptować jako dziennikarza, i zrewolucjonizowała to, w jaki sposób mówimy o polityce…”

    Biografia, po którą sięgnęłam z wielkim zaciekawieniem wynikającym z zawodowych zainteresowań. Chciałam poznać bliżej sylwetkę Mary McGrory, niesamowitej kobiety funkcjonującej w świecie dziennikarstwa politycznego, w połowie dwudziestego wieku całkowicie zdominowanego przez mężczyzn. Tylko teksty panów mogły ukazywać się na opiniotwórczych stronach gazet i komentarzach redakcyjnych głównych amerykańskich dzienników. Książka spełniła moje oczekiwania, nie tylko dostarczając sporej wiedzy na temat Mary jako człowieka i dziennikarza, ale również przybliżając mocno rozbudowane tło dokonujących się zmian od lat sześćdziesiątych w amerykańskiej prasie, kształtowania trendów i wzajemnych zależności. Poznajemy wiele szczegółów z publicznego życia osób z pierwszych stron gazet pełniących ówcześnie najważniejsze funkcje w państwie. Widać, że autor spędził mnóstwo czasu w bibliotecznych archiwach, docierając do wielu tomów ze wzmiankami o McGrory, przeprowadzając wyczerpujące badania i analizy na jej temat. Przedstawiony w biografii obraz dziennikarki wydaje się rzetelny i prawdziwy, dostrzegający jej znaczący dorobek, jednocześnie pozbawiony cech podkoloryzowania postaci. Książka prowadzi czytelnika lekką i wciągającą narracją, mnóstwo w niej przydatnych informacji, podanych w atrakcyjnej i przystępnej formie. Liczne cytaty z wypowiedzi Mary, fragmenty jej artykułów, prywatnych listów i spostrzeżeń, znacznie wzbogacają publikację, podnosząc jej wiarygodność i stopień nasycenia ciekawości czytelnika.

    Poznajemy początki pracy Mary jako recenzentki książek, później stopniowo wykorzystywane szanse sukcesu zawodowego, relacjonowanie kongresowych posiedzeń, przesłuchań, przemówień głów państwa, kampanii wyborczych, przybliżanie kandydatów, ich programów, poglądów na sprawy społeczne i gospodarcze. Jej unikalny styl pisania charakteryzowała lekkość pióra, świeże spojrzenie, odwaga, innowacyjność, krytyczny, błyskotliwy i uszczypliwy dowcip. To prekursorka trendu zacierania się granicy między czystym reportażem a komentarzem. Potrafiła niezwykle sugestywnie i przenikliwie obserwować otoczenie, ludzi i przebiegające wydarzenia. Rzadko się myliła, a jej błędy wynikały z niezwykle krótkich terminów oddania tekstów do druku. Zaledwie raz, w całej swojej karierze, przekroczyła wyznaczoną datę, i to też z przyczyn całkowicie od niej niezależnych. McGrory z łatwością poruszała się w tematyce kampanii przeciwko udziałom wojennym w Wietnamie, Iraku, działalności antynuklearnej czy afery Watergate. Z odwagą i determinacją nie poddawała się naciskom polityków i sztabów public relations na zmiany w tekście czy porzucania podejmowanego tematu, celnie i bezpośrednio zadawała niewygodne pytania. Została nagrodzona licznymi prestiżowymi wyróżnieniami, między innymi jako pierwsza kobieta otrzymała Nagrodę Pulitzera w kategorii „Komentarz”.

    Z zainteresowaniem śledzimy kształtowanie się jej wizerunku jako najbardziej cenionej publicystki politycznej w USA, cieszącej się dużym szacunkiem i popularnością, nowoczesnej kobiety odnoszącej ogromny sukces zawodowy. Pełne poświęcenie pracy, jej całkowite oddanie i chęć relacjonowania najważniejszych wydarzeń z amerykańskiej polityki, pozostawiały niewiele możliwości spełnienia w życiu osobistym. Bardzo niechętnie odnosiła się do pytań z dziedziny jej życia prywatnego, odrzucając je z całą stanowczością. Tym niemniej, autorowi udało się przybliżyć nieco Mary także od tej strony, poznajemy jej stosunek do miłości, związków, aborcji czy religii. W książce znajdziemy również wiele informacji o jej działalności charytatywnej, wieloletniego i znaczącego wspierania sierocińca, występowania w roli organizatorki imprez i uroczystości dla dzieci. McGrory potrafiła nakłonić ludzi do współpracy, zachęcić ich do czynów, których dla nikogo innego by się nie podjęli.

    bookendorfina.blogspot.com

Dodaj opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Cię zainteresować…