Wydawnictwo Nowej Ery
BOK: +48 739 200 932

Wytańczyć marzenia

Wydawnictwo: Illuminatio
5.00 na 5
(4 opinie klienta)

34.90  22.90 

Poruszająca, chwytająca za serce opowieść o czarnoskórej dziewczynce, która spełniła swoje najskrytsze marzenia i stała się słynną primabaleriną.

1504 w magazynie

Opis

Poruszająca, chwytająca za serce opowieść o czarnoskórej dziewczynce, która spełniła swoje najskrytsze marzenia i stała się słynną primabaleriną.

W sierocińcu w Sierra Leone Michaela de Prince była znana jako dziewczynka nr 27. Samotne dziecko, prześladowane przez innych z powodu bielactwa, nie miało łatwego życia w kraju ogarniętym powojennym chaosem. Pewnego dnia ukochana nauczycielka Michaeli została brutalnie zamordowana.  Dziewczynka przeszła wtedy bardzo trudne chwile. Przyszłą baletnicę uratowało znalezione zdjęcie pięknej primabaleriny. Pozwoliło ono Michaeli odciąć się od ponurej rzeczywistości i zacząć marzyć o lepszym życiu. W wieku 4 lat Michaela została zaadoptowana przez amerykańską rodzinę, dzięki której mogła rozpocząć naukę tańca w szkole baletowej Jacqueline Kennedy Onassis. Obecnie jest najmłodszą tancerką Dance Theatre w Harlemie, a jej kariera rozwija się w zawrotnym tempie.

 

„Niesamowicie napisana. Trudności życiowe wzmacniają siłę woli. Michaela to przykład cudu, jaki się stał, kiedy zdawało się, że już nic dobrego nie może się przydarzyć w życiu tej dziewczynki. Niech stanie się ona inspiracją dla wszystkich młodych tancerek i tancerzy świata – bez względu na kolor skóry”.

Misty Copeland, światowej sława tancerka baletowa, autorka książki Balerina. Życie w tańcu

 

Oto prawdziwa opowieść o tym, jak można wytańczyć swoje marzenia

JUŻ NIEDŁUGO NA PODSTAWIE TEJ INSPIRUJĄCEJ HISTORII POWSTANIE FILM W REŻYSERII SANAA HAMRI

 

Michaela DePrince, dzięki uzyskanym stypendiom, uczyła się tańca w tak prestiżowych szkołach tańca, jak Rock School for Dance Education oraz w Jacqueline Kennedy Onassis School przy Amerykańskim Teatrze Baletowym. Teraz jest zawodową baletnicą, a także najmłodszą tancerką Dance Theatre w Harlemie. Występuje również z Narodowym Baletem Holenderskim – jednym z najlepszych instytucji baletowych na świecie. Była nominowana do nagrody NAACP Image Award przyznawanej przez National Association for the Advancement of Coloured People i honorującej osoby wyróżniające się w dziedzinach filmu, telewizji, muzyki i literatury, o innym niż biały kolorze skóry. Wystąpiła w programach: Taniec z gwiazdami, Good Morning America, Nightline, BBC, a także w wielu programach informacyjnych emitowanych na całym świecie. W 2012 roku „Huffington Post” umieścił Michaelę na liście Najbardziej Niesamowitych Młodych Ludzi Roku.Więcej o Michaeli przeczytasz na stronie internetowej: michaeladeprince.com lub na Twitterze: @michdeprince.

Elaine DePrince jest adopcyjną matką Michaeli, współautorką tej książki, twórczynią piosenek oraz właścicielką Sweet Mocha Music LLC – indyjskiego studia nagrań. W 1999 roku Elaine – abolwentka Rutgers University oraz była nauczycielka z zakresu pedagogiki specjalnej–postanowiła zaadoptować dziecko pochodzące z ogarniętej pożogą wojenną Afryki Zachodniej. Teraz często mówi, że potrzeba podjęcia takiej decyzji siedziała w niej na tyle głęboko, że koniec końców zaadoptowała… sześć malutkich Afrykanek. Elaine mieszka w Nowym Jorku z mężem oraz pięcioma najmłodszymi córeczkami.

Patroni medialni:

IK_logo_poziom2 dlalejdis.plkultura_logo_duze IMG_1620 logomagazynkobiet

Autor

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

ISBN

978-83-65170-45-3

Tłumaczenie

Alicja Laskowska

Liczba stron

272

Rok wydania

2016

Tytuł oryginału

Taking Flight: From War Orphan to Star Ballerina

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

4 opinie dla Wytańczyć marzenia

  1. 5 na 5

    „To nadzieja sprawiła, że ośmieliłam się marzyć, i to nadzieja pomogła mi spełnić te marzenia.”

    Wspaniała książka, urzekająca swoją prawdziwością i szczerością, jednocześnie przekazująca czytelnikowi ogromne pokłady optymizmu, nadziei na uśmiech losu, a także wiarę we własne siły i możliwości w walce o spełnianie marzeń. Biografię czyta się z wielkim zainteresowaniem, ciepła i wciągająca narracja, dynamiczna akcja, pojawia się wiele interesujących osób, zaskakujących splotów wydarzeń, przypadkowych zrządzeń losu. Bardzo wzruszająca historia Mabinty Bangura, uświadamiająca nam jak dramatyczne przeżycia z dzieciństwa wpływają na postrzeganie rzeczywistości i kształtowanie charakteru człowieka. To mocno chwytająca za serce opowieść o krętej drodze od wojennej sieroty do gwiazdy baletu, ale również gorący apel i zwrócenie uwagi na sytuację setek tysięcy afrykańskich dzieci, żyjących w tragicznych warunkach, pozbawionych rodzin, jedzenia, ubrań, możliwości nauki, dla których kolorowe zdjęcie z magazynu staje się symbolem upragnionego, lecz niedostępnego świata.

    Wydawałoby się, że osierocona w tragicznych okolicznościach, czarnoskóra dziewczynka, dotknięta chorobą zwaną bielactwem, nie ma już szans na udane i szczęśliwe życie. Skazana jest na nieprzychylność ludzi, przebywanie w obskurnym sierocińcu, nieustanną walkę o przetrwanie w okrutnym świecie, wypełnionym przerażającym obliczem wojny domowej. Jednak Mabinta głęboko wierzy, że kiedyś będzie mogła tańczyć, marząc o balecie znajduje antidotum na ciemne barwy życia. Ma zaledwie cztery lata, ale już doskonale wie, co pragnie robić w przyszłości, to bardzo bystra, dumna i obdarzona wielką wyobraźnią osóbka. Szczęśliwie, zostaje adoptowana przez parę ze Stanów Zjednoczonych. Nową rodzinę wypełniają mądrość, zrozumienie, akceptacja i miłość, a to pomaga w stopniowym zabliźnianiu się ran duszy. Teraz już jako Michaela dePrince, rozwija taneczną pasję, uczy się i uczęszcza na dodatkowe zajęcia. Śledzimy jak silną wolą i mocnym trwaniem przy swoich postanowieniach, dziewczyna pnie się po szczeblach baletowej kariery. Coraz mocniej jest zafascynowana i zauroczona baletem, podziwiamy jak doskonale odnajduje się na scenie. Nie zrażają ją zazdrość, stereotypy, ani rasowa nietolerancja, z którymi często styka się, także w baletowym środowisku, pokazuje jak sobie z tym radzić i dystansować się emocjonalnie. Dla Michaeli to właśnie taniec jest synonimem szczęścia, a o szczęście trzeba z całą stanowczością i determinacją walczyć, zawsze wzniecać w sobie płomień nadziei.

    bookendorfina.blogspot.com

  2. 5 na 5

    Mabinty Bangura to dziewczynka, która mieszkała w sierocińcu Sierra Leone wraz z wieloma innymi dziewczynami. Była ciemnoskóra i cierpiała na bielactwo, przez co była przez większość osób uznawana za gorszą i wybitnie nieuzdolnioną. Miała tylko jedną koleżankę, z którą dzieliła wszystkie swoje zmartwienia i troski. Jej ulubiona nauczycielka została zamordowana na jej oczach, przez co młoda dziewczynka cierpiała przez dłuższy czas. Znalazła w starej gazecie zdjęcie primabaleriny i właśnie wtedy jej życie zmieniło się i odnalazła swój życiowy cel. Wydarzenia toczyły się dalej, a Mabinty udało się wydostać z sierocińca, została zaadoptowana. Nagle wszystko stało się dla niej możliwe, choć każdy sukces i radość miało swoją cenę. Świat nie był gotowy na czarnoskórą, sławną baletnicę. Adoptowana Michaela Mabinty de Prince nigdy się poddała.

    Michaela opowiada w książce o swoim ciężkim i pełnym cierpienia i trudów dzieciństwie, w którym każdy dzień był rzeczą niepewną i niespodziewaną. Przytacza najtrudniejsze i najradośniejsze chwile w jej życiu oraz pokazuje, że trafiła na tą drogę przez pewien przypadek. Ukazuje swoją silną wolę i upór w dążeniu do jej celu, jakim było zostanie światowej sławy primabaleriną. Opisuje w niej swoich ciepłych i pomocnych rodziców zastępczych, którzy za wszelką cenę pragnęli jej szczęścia i radości, którą czerpała właśnie z baletu.

    „Spotkasz wielu zazdrosnych ludzi. Nie pozwól im cię złamać. Trzymaj głowę wysoko. Patrz przed siebie i ignoruj ich albo cię zniszczą.”

    „Wytańczyć marzenia” ukazuje ciężką drogę bohaterki do celu i do szczęścia. Widzimy trudne chwile Michaeli, która wiele razy była na skraju wytrzymałości. Występowała kilka razy dziennie, nabywała wiele bolesnych kontuzji oraz ćwiczyła całymi dniami. Oprócz tego uczyła się w szkole lub w domu, odrabiała prace domowe oraz poświęcała czas na naukę. Była zapracowaną i pełną pasji młodą, dorastającą dziewczyną, która zawsze znajdywała czas dla ukochanej rodziny. Niestety jednak nie wszystko szło po jej myśli i w Ameryce także obecne w jej życiu było cierpienie.

    Rodzina de Prince jest wielkoduszna wobec młodej, cierpiącej na bielactwo Michaeli. Sama główna bohaterka wydaje się być bardzo ciepłą, miłą, zawziętą i silną osobą. Pomimo jej młodego wieku potrafiła dojść do rzeczy, z którymi problem miały nawet doświadczone tancerki. Pokazała światu, że jeśli chce, potrafi wszystko. Przekonała wszystkich, że kolor skóry nie świadczy o talencie ani o osobowości.

    Całość napisana jest wyśmienitym, lekkim językiem, który czyta się szybko i sprawnie. Nie są to nudne wspomnienia autorki, lecz opowieść o jej życiu poczynając od dzieciństwa w starym domu po prawej stronie. Cudowna i wzruszająca historia sukcesu.

    livingbooksx.blogspot.com

  3. 5 na 5

    Ile razy zadawaliście sobie pytanie: moje marzenie jest nierealne? Ile razy porzucaliście je, bo nie starczyło już siły by je spełniać, a nawet nie zaczynaliście działać, bo kosztowało was za dużo zachodu? Ja miałam tak wiele razy. Nie zliczę ile drobnych bądź większych pragnień porzuciłam, znajdując lepsze lub gorsze wytłumaczenie. Całkiem inaczej sprawa przedstawia się w przypadku Michaeli, bohaterki „Wytańczyć marzenia”.

    Mabinty, bo tak pierwotnie brzmiało imię Michaeli, miała nieszczęście przyjść na świat podczas trwania wojny domowej w Sierra Leone. Te niespokojne czasy dostarczyły jej samych cierpień: straty najbliższych, braku miłości, poznania śmierci i okrucieństwa. Szczęściem w nieszczęściu, Mabinty została oddana przez okrutnego wujka do sierocińca, a ten krok umożliwił jej zmianę dotychczasowego życia i opuszczenie Afryki. Zanim jej się to udało dziewczynka musiała zmagać się z prześladowaniem i wyszydzaniem z powodu bielactwa oraz uporać się sytuacją, której była świadkiem – ciężarna nauczycielka została na jej oczach zamordowana przez okrutnych rebeliantów. To właśnie wtedy w ręce Mabinty wpadł (i to dosłownie) kolorowy magazyn przedstawiający zdjęcie primabaleriny. Od tamtej chwili dziewczynka marzyła, by w przyszłości zostać tancerką.

    Już w Ameryce Michaela, dzięki pomocy i życzliwości przybranych rodziców, zaczęła realizować swoje największe marzenie. Jej trud został okupiony brakiem czasu, hektolitrami potu i niewyobrażalnym wręcz wysiłkiem oraz niezliczonymi kontuzjami. Efekt jest jednak jednoznaczny i niepodważalny – Michaela de Prince jest dzisiaj jedną z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych tancerek baletowych, która mimo uprzedzeń na tle rasowym, na swój splendor ciężko zapracowała i z całą pewnością, na niego zasługuje.

    Historia Michaeli zwraca uwagę na wiele ważnych życiowych aspektów. Przede wszystkim uderza wola walki dziewczyny i jej niezachwiane poczucie, że balet jest tym, co kocha i dzięki czemu się realizuje. Nawet w Afryce, kiedy Michaela nie miała pojęcia czym są tutu i pointy, marzyła i starała się swe pragnienia urzeczywistnić.

    Podziwiam bohaterkę za jej upór i determinację. Za to, że nigdy się nie poddała i nie dała zaklasyfikować jako biedne, głodujące dziecko, cierpiące na bielactwo. Michaela ukazała swym dotychczasowym życiorysem, że każde, nawet najbardziej nieprawdopodobne marzenie, może się spełnić i każdy na jego realizację zasługuje.

    Książka Wytańczyć marzenia zwróciła też moją uwagę na inny, niezwykle frapujący i dość delikatny aspekt, jakim jest adopcja afrykańskich dzieci. Do tej pory tkwiłam w przekonaniu, że polskie sierocińce są tak przepełnione, że warto dać szansę najpierw swoim krajanom i tylko dla polskich dzieci stworzyć dom. Wstyd mi za takie podejście i myśli po przeczytaniu o ogromie cierpień, jakiego doświadczają afrykańskie dzieci. Żadne i podkreślam to z całą stanowczością, żadne dziecko nie zasługuje na głód, brak odpowiednich warunków sanitarnych, czy też oglądanie porzuconych ciał z odrąbanymi kończynami. Szczęściem znajdują się ludzie, którzy chcą stworzyć dla takich maluchów ciepły, rodzinny dom, w którym znowu, jeśli nie po raz pierwszy, poczują się bezpieczne.

    „Wytańczyć marzenia” nie jest sztampową historią ukazującą przejście od tzw. pucybuta do milionera. Autobiografię Michaeli de Prince czyta się z zapartym tchem już od pierwszej strony. Przedstawiona w niej historia jest niewiarygodna, a przez to niezwykle prawdziwa. Co jednak jest w niej najważniejsze, daje nadzieje na lepsze jutro i podkreśla, że warto marzyć, bo jak powiedział kiedyś Rysiek Riedel: „człowiek, który przestaje marzyć, umiera.”

  4. 5 na 5

    Trudno wierzyć w siłę marzeń, gdy nad głowami słychać wystrzały, gdy codziennie ogląda się czyjąś śmierć. Jednak to nadzieja umiera ostatnia, mimo przeciwności…

    Od dziecka interesuję się baletem. Pamiętam te niezdarne momenty, gdy naśladowałam słynne baleriny i hasałam po pokoju ubrana w różową spódniczkę. Moja fascynacja wzięła się od „Dziadka do orzechów” — całkiem klasycznie. Z racji tego nieprzemijającego uczucia postanowiłam przeczytać właśnie taką książkę. W pierwszej chwili sądziłam, że to fikcja literacka, bo nie skojarzyłam nazwiska autorek. Już po kilku stronach wiedziałam, że to ta słynna Michaela DePrince! Troszkę o niej słyszałam, ale kompletnie nie powiązałam faktów. Patrząc na okładkę pomyślałam, że tancerka wygląda niczym obsypana brokatem. I ten ładny, szczery uśmiech… A treść jest równocześnie ciężka i pokrzepiająca. To była mocna lektura, ale też sprawiająca, że otwierałam szeroko oczy, z niedowierzania. I przyznam, iż uroniłam kilka łez wzruszenia. A historia Michaeli długo siedziała mi w głowie. Do tego stopnia, że nabrałam ochoty, aby poczytać o niej więcej.

    Mabinty Bangura jest jeszcze kilkuletnim dzieckiem, gdy traci ukochanych rodziców. Żyje w przerażającym Sierra Leone, gdzie wojna to codzienność. Dziewczynka trafia do sierocińca, gdzie posyła ją okrutny wuj. Mabinty musi szybko dorosnąć, ale mimo rozpaczy umie znaleźć przyjaciół i kilka dobrych chwil. Nie załamuje się, a pokrzepia ją znaleziona przypadkowo okładka ze starego magazynu. Znajduje się na niej zdjęcie pięknej baletnicy, która z gracją zastyga w tanecznej pozie. Mabinty strzeże tego kawałka papieru niczym skarbu, a jeszcze nie wie, że wkrótce jej los się odmieni…

    Książka Michaeli nie jest typową autobiografią. Momentami przecierałam oczy ze zdumienia nie mogąc pojąć, że jakiekolwiek dziecko na świecie może przejść przez taki ogrom cierpienia. Jak można łatwo się domyślić, historia Michaeli ma szczęśliwe zakończenie — zaadoptowana przez parę Amerykanów wydostała się ze Sierra Leone i rozpoczęła nowe życie. Jednak i w Stanach Zjednoczonych trafiała na kłopoty, gdy spotykał ją rasizm. Społeczeństwo jest przyzwyczajone do białych baletnic, filigranowych i kruchych. Przez lata wmawiano Michaeli, że nic nie osiągnie, bo „jest źle zbudowana, Murzynki tak mają”. Czytałam te słowa z prawdziwą złością. Ten, kto tak twierdzi chyba nigdy nie widział tańczącej DePrince albo Misty Copeland.

    Jasne miejsca, które widziałam na okładce nie są brokatem. To bielactwo, choroba sprawiająca, że skóra pokrywa się białymi plamami. Na takie właśnie schorzenie cierpi Michaela — życie jej nie oszczędza. Kolejny powód wzbudzający kompleksy i odczucie poniżenia. Bardzo poruszyła mnie ta historia, bo trudno czytać o tym, że kogoś spotyka aż tyle nieszczęść. Na szczęście drugoplanową rolę gra kobieta-anioł, czyli adopcyjna mama Michaeli. Wspaniała osoba, która ma w sobie wiele mądrości życiowej. Pomogła córce w napisaniu tej książki i ciągle czuć jej uspokajający cień.

    W „Wytańczyć marzenia” na pewno nie ma przerostu formy nad treścią. Książka jest napisana bardzo przystępnym językiem. Często ta prostota jest wręcz rozbrajająca, gdy trafia się na fragment opowiadający o brutalnej śmierci nauczycielki. Dlatego czuć w tym siłę prawdy. Zero ubarwień, niepotrzebnych ozdobników. Smutna i sucha rzeczywistość. To nie jest gruba pozycja, pochłonęłam ją w ciągu dnia, tak byłam ciekawa dalszych przygód Michaeli, zwanej wcześniej Mabinty. Rozdziały są krótkie, więc kończy się na tym, że obiecujemy sobie „tylko jeden”, a w efekcie czytamy całą książkę. DePrince to młoda dziewczyna, ledwo dwudziestoletnia. Jednak przekazuje tyle optymizmu, radości i konsekwencji, że można się od niej wiele nauczyć.

    „Wytańczyć marzenia” nie jest klasyczną autobiografią. Będę wracała do tej pozycji wielokrotnie. Zawsze, gdy znajdę się w trudnej sytuacji, na zakręcie. Wówczas przypomnę sobie pokrzepiające słowa Michaeli DePrince i jeszcze raz zachwycę się drogą, którą przeszła. Ta dziewczyna jest absolutnie skazana na sukces!

Dodaj opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Cię zainteresować…