Wydawnictwo Nowej Ery
BOK: +48 739 200 932

Psiego najlepszego Był sobie pies na święta

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

34.90  27.90 

Nowa książka autora bestsellerowej powieści Był sobie pies! Wspaniała i zabawna historia o miłości i przywiązaniu, idealna na święta. Josh Michaels zajmuje się ciężarną suczką Lucy, a później jej rozkosznymi szczeniaczkami. Wraz ze śliczną Kerri ze schroniska planują przygotować psiaki do adopcyjnego programu świątecznego. W trakcie wspólnej przygody przy wychowywaniu pupili nawiązuje się między nimi ciepła relacja. Kiedy trzeba oddać zwierzaki, Josh orientuje się, że chce, aby zostały w jego życiu. I nie tylko one.

Brak w magazynie

SKU: 9788365740779 Kategoria: Tagi: , , Product ID: 22856

Opis

Najnowsza powieść autora bestsellerowej książki „Był sobie pies” 

Josh Michaels z oburzeniem odkrywa, że sąsiad podrzucił mu pod drzwi ciężarną suczkę Lucy. Nie może jednak oprzeć się uroczemu spojrzeniu brązowych ślepi i chociaż nigdy nie miał zwierzęcia domowego, postanawia przygarnąć psiaka.

Kiedy na świat przychodzi pięć niesfornych szczeniaczków, Josh zgłasza się po pomoc do lokalnego schroniska. Tam poznaje uroczą i kochającą zwierzęta Kerri, która z zapałem uczy go, jak dbać o psią rodzinkę. Wspólnie przygotowują szczeniaki do adopcji w ramach świątecznego programu szukania nowych domów psiakom ze schroniska.

Wraz z upływem czasu Josh zaczyna darzyć dziewczynę coraz cieplejszym uczuciem. Im bardziej zakochuje się w Kerri, tym bardziej przywiązuje się do futrzaków, które wniosły w jego życie mnóstwo miłości.
Kiedy zbliżają się święta i nieuchronny termin oddania szczeniaków, Josh zastanawia się, czy będzie w stanie bez nich żyć.

Najsłodsza psia historia, który wzruszy i rozbawi do łez każdego czytelnika!

Ta książka pokazuje, że bezwarunkowa miłość, którą dostajemy od naszych pupilów może naprawdę wiele zmienić w życiu. Powieść dla miłośników czworonogów napisana przez autora, która doskonale rozumie psie dusze.

– „Kirkus Reviews”

Ta urocza opowieść jest napisana z humorem i głębokim zrozumieniem wartości psiej miłości. To uczucie zmienia wszystko. Idealna na Święta!

– Greg Kincaid, bestsellerowy autor według „The New York Times”

Pokrzepiająca i wesoła niczym świąteczny poranek. Jeśli jeszcze nie masz psa, to po lekturze tej książki pobiegniesz wprost do schroniska, żeby znaleźć własną futrzaną kuleczkę miłości.

– Iris R. Dart, bestsellerowy autor według „The New York Times”

___

O autorze:

W. Bruce Cameron– autor bestsellerowej książki Był sobie pies. Dwukrotnie został wybrany najlepszym felietonistą przez National Society of Newspaper Columnist. Obecnie mieszka w Kalifornii. Bardzo bliska relacja z ukochaną suczką Cammie spowodowała, że pisarz zafascynował się najbardziej przyjaznymi czworonogami. Jest autorem licznych powieści o uroczych wyszczekanych bohaterach.

Autor

EAN

9788365740779

Format

13.5 x 20.5 cm

ISBN

978-83-65740-77-9

Tytuł oryginału

The Dogs of Christmas

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Rok wydania

2017

Tłumaczenie

Edyta Świerczyńska

Oprawa

miękka

Podtytuł

Był sobie pies na święta

Liczba stron

296

14 opinii dla Psiego najlepszego Był sobie pies na święta

  1. 5 na 5

    Toukie

    Urocza historia o miłości, pogodzeniu się z przeszłością oraz rozpoczęciu nowego etapu w życiu, z psią gromadką na pierwszym planie i świętami w tle. Zapraszam na recenzję kolejnej książki autora Był sobie pies, która tego roku trafiła na ekrany kin.

    Josh Michaels nie potrafi pogodzić się z rozstaniem ze swoją ukochaną Amandą. Mieszka w domu rodzinnym w górach zupełnie sam – rodzina mężczyzny rozpadła się, gdy ten był nastolatkiem. Jak widać, autor stawia przed czytelnikiem nieszczęśliwego mężczyznę, któremu los postanowił jeszcze raz dokopać. Pewnego dnia ktoś podrzuca mu ciężarną suczkę. Pies, to ostatnie o czym marzy Josh, jednakże pod wpływem impulsu postanawia się nim zaopiekować. Mężczyzna nie ma pojęcia, że ta gwałtowna decyzja zupełnie odmieni jego życie.

    Jestem ogromną miłośniczką zwierząt, więc nic dziwnego, że ta powieść trafiła prosto w moje serce. Psiego Najlepszego. Był sobie pies na święta opowiada losy dwójki bohaterów – Josha oraz suczki Lucy. Autor skupia się na więzi pomiędzy psem a człowiekiem – więzi silnej, pełnej miłości, wzajemnego wsparcia. Posługuje się lekkim stylem, prowadząc narrację trzecioosobową, wnikającą w odczucia, emocje oraz myśli bohatera. Josh otacza troską Lucy oraz szczeniaki, niesamowicie się do nich przywiązuje – otwiera dawno zamkniętą szufladkę w swoim sercu. Dzięki decyzji podarowania domu Lucy na drodze mężczyzny staje Kerri pracująca w lokalnej lecznicy dla zwierząt. Śledzimy ich relacje, która raz rozgrzewa serca, a innym razem je łamie.

    ,,Nigdy wcześniej o tym nie myślał, ale teraz musiał przyznać: psy kochają człowieka. Nawet przez myśl by im nie przeszło szukanie „nowego związku”.

    Początkowo Josh jest pewnego rodzaju zagadką dla czytelnika. Nie do końca wiadomo co stało się pomiędzy nim a Amandą, czemu mieszka zupełnie sam. Bohater powoli otwiera swoją duszę i myśli, zostawiając swą przeszłość za sobą. Staje się lepszym człowiekiem, śmielej patrzy przed siebie. Jednakże autor skupia się również na czworonożnych bohaterach powieści. Każdemu pieskowi przyporządkowuje charakter, a ich imiona idealnie do nich pasują.

    Umiarkowana akcja powieści bez nagłych zwrotów akcji. Fabuła przebiega spokojnie. Psiego najlepszego to książka o tym, że warto otworzyć serce i wpuścić do swojego świata czworonoga, który odwdzięczy się swą miłością z nawiązką. Prócz tego mamy wątek miłosny oraz zbliżające się wielkimi krokami Święta Bożego Narodzenia. Mnie ta powieść całkowicie urzekła, a Was?

  2. 4 na 5

    Półka na książki

    Blisko rok temu ukazało się wznowienie książki W. Bruce’a Camerona, na punkcie której oszaleli psiarze i miłośnicy zwierząt. Nieco później pojawił się nakręcony na jej podstawie film, a o Bailey’u i jego kilku(nastu) życiach mówił niemal każdy.
    Dziś Cameron powraca z nową historią, jeszcze cieplejszą i bardzo, BARDZO świąteczną. Czy powtórzy sukces Baileya…?
    Cóż, a czy można oprzeć się sforze słodszych niż kubek gorącej czekolady szczeniaczkom? 😉

    Josh nigdy nie miał psa. Mało tego – nigdy go nie planował. Kiedy jednak pod jego drzwiami pojawia się sąsiad, na gwałt szukający domu tymczasowego dla psiaka swojej dziewczyny, Josh nie ma wyboru. Przygarnia psa, który okazuje się być suczką. Co więcej – w zaawansowanej ciąży.
    Czy nigdy nie mający do czynienia ze zwierzętami człowiek poradzi sobie ze sforą rozbrykanych szczeniaków?
    Mówią, że w święta zdarzyć może się wszystko.
    Zwłaszcza gdy do pomocy ma się uroczą pracowniczkę schroniska i dzielną psią mamę 😉

    „Psiego najlepszego” to niesamowicie ciepła, zabawna i przeurocza historia ze słodkimi szczeniakami w tle. Określenie „w tle” ma zasadnicze znaczenie, bo o ile w „Był sobie pies” narratorem i głównym bohaterem był merdający ogonkiem stworek, tak tu najważniejszy jest sam Josh. Josh, który – nie ma co ukrywać – jest troszkę zbyt mocno wyidealizowany; ma gołębie serce, momentami jest nieporadny niczym dziecko, a do tego ma w sobie tyle uroku, że bez problemu podbija serce każdej niewiasty (choć, oczywiście, nie zdaje sobie sprawy ze swojej mocy). Przechodzi – prawie że na wzór Scrooge’a – metamorfozę. Może nie tak drastyczną jak Ebenezer (wszak nigdy nie był złym człowiekiem 😉 ), uczy się jednak odpowiedzialności i empatii, i tego, że w dwójkę (a może i w siódemkę 😀 ) żyje się zdecydowanie przyjemniej niż w pojedynkę.
    Tak jak i poprzednio, Cameron nie operuje górnolotnym słownictwem; jego historia jest prosta, nieskomplikowana, może czasem odrobinkę banalna. Przede wszystkim jednak przepełniona jest ciepłem, które sprawia, że opowieść ta idealnie nadaje się na zimowe wieczory i rozgrzeje serce dosłownie każdego – nawet tego, który twierdzi, że psy i mokre noski to niekoniecznie jego działka 😉

    „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta” to pełna niezwykłego, świąteczno-zimowego klimatu lektura, która zachwyci każdego fana uroczych (ale nie ckliwych!) historii i każdego, kto docenia pisane z przymrużeniem oka dialogi.
    Jeśli więc wciąż zastanawiasz się, co położyć pod świątecznym drzewkiem mieszkającemu z Tobą psiarzowi, to…
    Teraz już wiesz, prawda? 😉

  3. 4 na 5

    mojabooktopia

    Pierwszy śnieg już za nami, więc chyba można stwierdzić, że to dobry moment, by zacząć pisać o świątecznych tytułach. Dziś będzie o książce, której absolutnie się nie spodziewałam, gdyż informacja o niej pojawiła się dosłownie z dnia na dzień. Bruce Cameron, twórca pozytywnie odebranego „Był sobie pies” napisał nowy tytuł specjalnie na święta i tym razem również nie mogło się obyć bez wszechobecnych piesków wypełniających strony tej opowieści.

    Josh Michaels jest typowym introwertykiem żyjącym w swojej spokojnej i poukładanej samotni. Stara się ułożyć sobie życie po burzliwym i bolesnym związku i choć cisza nie pozwala mu zapomnieć o tym co było, to działa chociaż kojąco na jego skołatane nerwy. Kiedy więc w przedziwnych okolicznościach przypada mu opieka nad gromadką małych, rozkosznych szczeniaczków, oraz ich mamą, jego życie przewraca się zupełnie do góry nogami. Na szczęście dobrych ludzi, chętnych do pomocy nie brakuje i kto wie, może wśród nich znajdzie się ktoś z lekarstwem na złamane serce?

    Psiego najlepszego jest pozycją idealną na zimowe wieczory. Widać, że z premedytacją pisarz starał się o możliwie jak najlżejszy przekaz treści, bez wprowadzania zbędnego zagmatwania i chaosu. Z jednej strony szkoda, bo w wyniku tego zabiegu wiele ciekawych wątków zostało spłyconych, z drugiej zaś takie braki dają właśnie przyjemną, świąteczną opowieść. Przyznać muszę, że mimo tego, iż zazwyczaj wolę literaturę trochę bardziej ambitną, to i tak przeżyłam z dziełem Bruca Camerona niezwykle przyjemne chwile, gdyż jest to książka wyładowana ciepłem i ogromnymi pokładami miłości, jednak nie tylko tej romantycznej! Tak też o wilku, to znaczy, o psie mowa. Główny trzon historii stanowią perypetie Josha z psią gromadką. Cameron przedstawia zwierzęta niejako z ludzką twarzą, a sami bohaterowie ukazują unikalne podejście do czworonogów, z którym zdecydowanie warto się zapoznać. Może czasem zakrawa to o lekką przesadę, aczkolwiek sama koncepcja i chęć uzmysłowienia czytelnikom kilku spraw tyczących się prawidłowego podejścia do zwierząt są godne pochwały. Co się tyczy postaci, to skonstruowane zostały wzorowo. W końcu mamy do czynienia z realnym obrazem ludzi, których spotykamy na co dzień. Pisarz nie boi się sięgać po przeciętność, ba, w jego ręku staje się ona bronią, która tworzy tak dobry realizm sytuacyjny, że bez problemu można wczuć się w czytany tekst. Jeden jedyny zgrzyt napotkałam jednak w momencie, gdy pojawiła się druga równie ważna bohaterka. Z niewyjaśnionych przez autora przyczyn zachowuje się strasznie irytująco oraz irracjonalnie i szczególnie w tym przypadku szkoda, że nie pokusił się on na rozszerzenie wątku jej przeszłości, pozwalając tym samym zrozumieć nietypowe reakcje owej kobiety.

    Mimo, że Psiego najlepszego jest już drugą z rzędu książką o psach, to i tak jest jak najbardziej udana. Może i było w niej kilka niedociągnięć, ale na szczęście w żaden sposób nie wpłynęło to na jej odbiór, dzięki czemu łatwo się przy niej zrelaksować. Tytuł ten polecam dosłownie każdemu, a jeżeli nie wiecie co sprawić bliskiej Wam osobie na świąteczny prezent, to zapraszam do księgarni. Czeka tam na Was okładkowy piesek, który z miłą chęcią przybędzie do nowego domu.

  4. 5 na 5

    Karolina G.

    Codzienność samotnego Josha totalnie się zmienia w chwili, gdy pewnego razu sąsiad podrzuca mu, niby „tylko na chwilę”, spodziewającą się szczeniaków suczkę Lucy. Słodkie, brązowe czy pozostawionego mu psa sprawiają, że Joshowi mięknie serce. Mężczyzna postanawia więc przygarnąć pod swój dach Lucy, chce zająć się nią oraz oczekującą przyjścia na świat gromadką szczeniąt. Pech chce, że potomstwo suczki nie przeżywa. Los jednak przyszykował Joshowi niespodziankę – ktoś zostawia pod jego drzwiami pudło z… nowonarodzonymi szczeniakami. Jako, że opieka nad dorosłą suką oraz małymi pieskami to nie taka prosta sprawa, mężczyzna udaje się po pomoc do schroniska. Tam poznaje jedną z opiekunek czworonożnych przyjaciół – Kerri. Razem przygotowują zwierzęta do świątecznego programu adopcyjnego. Mijają dni, a Josh zaczyna dostrzegać, że nie wyobraża już sobie życia ani bez słodkiej, futrzanej rodzinki, ani bez Kerri… Co zrobi, gdy w końcu dobiegnie termin oddania piesków?

    „Psiego najlepszego, czyli Był sobie pies na święta” to wspaniała powieść, taki must have na jesień, zimę i koniecznie na okres Bożego Narodzenia. W. Bruce Cameron stworzył przeuroczą, przesłodką i przesympatyczną historię, która ma jeden minus – zdecydowanie jest zbyt krótka! Ta lektura urzekła mnie od samego początku, zżyłam się z bohaterami, pokochałam psiaki (tego pewnie się spodziewaliście :D), wzruszyłam się (a właściwie wzruszałam), śmiałam, no po prostu książka idealna! Akcja toczy się spokojnie, nie mamy tutaj do czynienia z zaskakującymi zwrotami.

    Nowa powieść W. Bruce’a Camerona to nastrojowa i mądra historia obyczajowa, w której odnajdziemy wątki uczuciowe, romantyczne, a co najważniejsze – morał. Ta lekka w odbiorze książka bez wątpliwości chwyci niejednego czytelnika za serce. Zauroczy Was nie tylko okładka, ale i wnętrze. Zobaczycie, ile radości w życie człowieka mogą przynieść wierne i oddane czworonogi. Bez wahania stwierdzam, że cudownie byłoby móc zobaczyć tę historię na wielkim ekranie!

    Powieść pełna psiaków, wzruszająca, chwytająca za serce, a do tego utrzymana w świątecznym klimacie? Ja to bez zastanowienia kupuję! Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na gwiazdkowe prezenty dla bliskich, pomyślcie o tej książce, naprawdę warto.

  5. 5 na 5

    Biały Notes

    Powieścią „Psiego najlepszego” jestem absolutnie zachwycona! Oczywiście staram się także patrzeć rozsądnie i dostrzegam pewne mankamenty tej historii. Czy jest nieco infantylna? Tak. Czy miejscami wylewa się z niej cukier? Owszem. To wszystko nie przeszkadza mi jednak w stwierdzeniu, że „Psiego najlepszego” to najbardziej urocza i wzruszająca powieść, jaką w tym roku przeczytałam (zakochałam się w niej mocniej niż w „Był sobie pies”). Przepiękna, przecudowna i idealna na święta. POLECAM GORĄCO!

    Pełna recenzja dostępna na blogu Biały Notes:
    http://bialynotes.pl/psiego-najlepszego-bruce-cameron/

  6. 5 na 5

    Śnieżynka (www.piorkonabiurko.pl)

    To nie jest kontynuacja książki Był sobie pies. To po prostu kolejna książka o psach, tego samego autora, ale w zupełnie innej otoczce, klimacie i w zupełnie innej historii.

    Jedno jest pewne: jest to kolejna przeurocza książka W. Bruce Camerona. Kocham jego twórczość, kocham jego podejście do zwierzaków. Uwielbiam wyobraźnię i to, jak wspaniale rozumie psy. Swoją zdolność interpretacji psich zachowań czy spojrzeń umieszcza w otoczce ciekawej fabuły, od której oderwać się nie sposób i serwuje nam tym samym taki wachlarz emocji, o jakim trudno zapomnieć jeszcze na długo po lekturze książki. Jego miłość do zwierząt, a szczególnie psów, widać w każdej scenie, jaką komponuje, a tym samym wydaje mi się, że sympatię do tych uroczych czworonogów potrafiłby rozbudzić chyba w każdym, kto ma choć odrobinę bijącego serca w piersi. Cokolwiek jeszcze nie napisze, ja chcę to przeczytać

    Psiego najlepszego to cudownie ciepła, pełna miłości i wzruszeń podróż prosto w psie objęcia w czasie zbliżającego się szybkimi krokami Bożego Narodzenia. Choć mamy dopiero połowę listopada, klimat świąt już otulił mnie swym czarem.

    Oprócz psich bohaterów mamy też mężczyznę, który boryka się z problemami ukrytymi tak głęboko gdzieś w jego wnętrzu, że póki nie pojawiają się pieski, on nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co go tak naprawdę do tej pory w życiu bolało. I jak poradzić sobie z tym bólem, gdy za chwilę na horyzoncie pojawia się widmo nowych katastrof uczuciowych? Czasem jest takim zagubionym chłopcem, jednak zawsze z sercem na dłoni.

    Czy płakałam? Cóż, nie tak jak w przypadku Był sobie pies, aczkolwiek przyznaję, że były momenty, gdy coś mnie za gardło ściskało. I to całkiem mocno. Jedna łezka poleciała, ale pewnie dlatego, że z powodu pracy zmuszona byłam odkładać tę powieść co kilka rozdziałów na bok i przez to nie mogłam wczuć się tak, jak powinnam. Dlatego wciąż uważam, że autor doskonale wie, jak wywołać łzy. Ale to takie łzy, które niekoniecznie muszą być gorzkie…

    Wątek romantyczny był, choć nie zachwycił mnie jakoś specjalnie i to chyba najsłabszy punkt powieści. Nie było iskier, których szukam w takich wątkach, ale też mi ich nie brakowało. To nie ma być romantyczna historia na święta. Autor próbował coś tam sklecić i w sumie wyszło delikatne tło z serduszkiem w kącie, ale nie przyćmiewa głównej idei książki. Na całe szczęście.

    Cieszę się ogromnie, że miałam przyjemność przeżyć tę przygodę. Spędzić święta (choć miesiąc przed świętami) z Joshem i jego wesołą psią gromadką, obserwować zmiany, jakie zachodzą w jego postrzeganiu świata oraz kreowaniu własnych uczuć, a także poznać psią naturę z zupełnie innej strony, o jakiej nie wiedziałam, bo nie wszystko jest takie oczywiste, jak się może wydawać. Cieszę się, że ktoś potrafił ubrać ten obrazek w takie słowa, które wyrażają tak wiele, choć wydają się być prostą historyjką o przygarnięciu bezpańskich zwierząt przez człowieka, który nie ma o psach zielonego, ani jakiegokolwiek innego pojęcia. Polecam!

    http://www.piorkonabiurko.pl/recenzje-sniezynki/powiesci/psiego-najlepszego-w-bruce-cameron-przedpremierowo/

  7. 5 na 5

    aleksandra.g17

    Pewnego dnia do Josha wpada sąsiad z prośbą, by ten zaopiekował się jego ciężarną suczką Lucy. Mężczyzna nigdy nie miał psa, więc niechętnie zgadza się wyświadczyć przysługę. Szybko jednak ulega urokowi Lucy, a także piątce szczeniaków, którego później pojawiają się w jego domu. Pomimo początkowych trudności w opiece nad zwierzakami Josh coraz lepiej sobie radzi. Pomaga mu Kerri, pracownica schroniska, która zawsze służy dobrą radą. Po czasie Josh uświadamia sobie, że teraz nie wyobraża sobie życia bez swoich czworonożnych przyjaciół i bez Kerri, która staje się mu coraz bliższa.

    W „Był sobie pies” zachwyciła mnie pierwszoosobowa narracja, która pozwoliła nam poznać świat oczami psa. Tym razem autor postawił na narrację trzecioosobową, jednak mimo to czytelnik nie powinien mieć problemu z wczuciem się w sytuację Josha. W ten sposób widzimy nie tylko przemianę bohatera, ale również emocje, które towarzyszą mu od początku pojawienia się w jego domu Lucy.

    Tym, co jest istotą tej powieści to pokazanie więzi między psem, a człowiekiem. Poznajemy rozkoszne szczeniaki, ale także widzimy, jaki miały one wpływ na Josha. Równocześnie czytamy o tym, jak ważna jest prawidłowa opieka nad czworonożnym przyjacielem. Nie ulega więc wątpliwości, że książka będzie prawdziwym rarytasem dla miłośników psiaków.

    Powieść opowiada również o Joshu. Wracamy do jego przeszłości i dowiadujemy się o jego problemach rodzinnych. Mężczyzna niechętnie powraca do wspomnień ze swojego dzieciństwa i trudno mu odnowić kontakt z rodziną. Nie potrafi także pogodzić się z utratą ukochanej Amandy. Nie brakuje tu zatem wątku miłosnego, gdzie śledzimy rozwijającą się relację z Kerri.

    Fabuła nie jest skomplikowana, jednak nie można powiedzieć, że jest banalna. Jest to po prostu taka ciepła opowieść, która potrafi rozśmieszyć, ale także i wzruszyć. Mnie uleciało kilka łez podczas lektury, dlatego jeśli tak sami jak ja jesteście wrażliwi to książka zaserwuje wam sporą dawkę emocji. Widać tu także świąteczny klimat, ponieważ akcja rozgrywa się na krótko przed Bożym Narodzeniem. Książka jest na swój sposób prosta, ale przez to idealna na zimowe wieczory.

    Nie ukrywam, że kolejny raz jestem zachwycona powieścią Camerona, stąd jeśli znacie jego poprzednia książkę i przypadła wam do gustu, to bez obaw możecie sięgnąć po ten tytuł. Na pewno sprawdzi się też jako prezent pod choinkę, zwłaszcza dla miłośników psów.

  8. 5 na 5

    aivalarx94

    Josh musi stanąć na wysokości zadania, kiedy jego kompletnie nieodpowiedzialny sąsiad prosi go („prosi” to bardzo łagodne słowo) o opiekę nad ciężarną suczką. Chłopak nie ma pojęcia, co począć. Niby jak ma się zająć psem, skoro wciąż nie uporał się z trudnym rozstaniem? Nigdy nie miał żadnego czworonoga, co musi zrobić, żeby mu niczego brakowało? I w ogóle jak się odbiera psi poród?

    Czy może być coś bardziej uroczego, niż stadko rozbrykanych szczeniaków, biegających wokół choinki? „Psiego najlepszego” rewelacyjnie wprowadza w pełen ciepła i uśmiechu klimat, dzięki któremu poczułam chęć do zakupu prezentów i śpiewania kolęd (to drugie wprowadziłam zresztą w życie). W. Bruce Cameron stworzył kolejną po „Był sobie pies” przyjemną obyczajówkę, nie tylko umilającą czas wolny, ale także przypominającą istotną rzecz: zwierzaki mają uczucia i tak samo jak ludzie doświadczają bólu czy straty.

    Oczywiście nie wszystko jest kolorowe. Największy problem tej książki to niestety… główny bohater. Josh to jedna z najbardziej infantylnych postaci, z jakimi miałam kiedykolwiek do czynienia. Jego nieporadność i naiwność sprawiały, że opadały mi ręce, a oczy same wznosiły się do nieba. Z czasem nieco się do niego przekonałam, doceniłam jego dobre serce, uczuciowość, a już zwłaszcza ujęła mnie ogromna troska, jaką obdarzył Lucy, opuszczoną przez właściciela suczkę. Niedługo trwało, zanim pies, zamiast problemem, stał się dla Josha podporą w trudnych chwilach. Spory udział miała w tym również Kerri, pracownica lokalnego schroniska dla zwierząt. Poszczególne wątki, piękne w swojej prostocie, subtelnie się ze sobą łączą i tworzą płynną całość, a bohaterowie – choć dość sztywno określeni – siłą rzeczy wkupili się w moje łaski. Z pewnymi wyjątkami, rzecz jasna.

    Początek powieści wydał mi się bardzo dziecinny, jednak z czasem przypomniałam sobie, jak bardzo urzekł mnie styl autora podczas lektury jego wcześniejszej książki. W. Bruce Cameron nie bawi się w przesadnie rozbudowane opisy, nie stara się spowalniać akcji, byleby nawciskać więcej moralizatorskich gadek czy bezsensownych dialogów – zamiast tego konsekwentnie prowadzi naszpikowaną emocjami fabułę do końca. Choć opowieść jest niezmiernie prosta, niemalże banalna, bywały momenty, w których wierciłam się ze zdenerwowania, a raz musiałam powstrzymać łzy. Podejrzewam jednak, że przez większość czasu szczerzyłam zęby jak opętana; nie mogłam się oprzeć, kiedy Josh bawił się ze szczeniakami albo gdy przemawiał do Lucy. Jego zaborczość w związku z psami przemówiła do mnie na tyle, że zaczęłam mu nawet wybaczać potknięcia i sytuacje niezręczne tak bardzo, że aż wzdychałam z zażenowania.

    Książka w żadnej mierze nie zaskakuje; W. Bruce Cameron starał się od czasu do czasu postawić jakieś przeszkody na drodze bohaterów, próbował też nieco „przyciemnić” ten jasny, błyszczący obrazek, który wyłaniał się z kolejnych rozdziałów. Niemniej z góry wiadomo, dokąd to wszystko prowadzi, a co najlepsze – zupełnie mi to nie przeszkadzało. Powieść miała za zadanie bawić, wywoływać uśmiech, pozostawić po sobie miłe wspomnienie i dokładnie tak było. „Psiego najlepszego” to świetna, futrzasta kombinacja humoru, miłości, rodzinnego i przyjacielskiego wsparcia oraz mądrych, psich oczu, które przekazują zdecydowanie więcej, niż słowa.

    Czy pomysł na książkę jest oryginalny? Nie. Czy bohaterowie jakoś szczególnie się wyróżniają? Nie. Czy powieść wyprowadza z równowagi, szokuje, wstrząsa czy w jakikolwiek sposób odciska się w świadomości? Również nie. Czy wobec tego warto zawracać sobie nią głowę? TAK. Jeśli poszukujecie idealnej rozrywki na święta, czegoś, co będziecie mogli zabrać ze sobą do łóżka po obfitym, kolorowym bożonarodzeniowym dniu, to „Psiego najlepszego” okaże się najlepszym wyborem. Ta nieskomplikowana obyczajówka idealnie wpasuje się w świąteczną atmosferę. Jeśli po przeczytaniu się ze mną zgodzicie, koniecznie przybijcie łapę… to znaczy piątkę.

  9. 5 na 5

    Tygrysica

    Josh nieoczekiwanie pewnego dnia na progu swojego domu znajduje porzuconą suczkę. Mężczyzna nie potrafi oprzeć się jej ufnemu spojrzeniu, dlatego postanawia ją przygarnąć i zaopiekować się najlepiej jak potrafi. Wkrótce jednak okazuje się, że suczka jest w zaawansowanej ciąży. Kiedy na świat przychodzi pięć niesfornych szczeniaczków przerażony Josh postanawia poszukać pomocy w okolicznym schronisku, gdzie poznaje uroczą Kerri.

    „Dlaczego nikt nigdy mu o tym nie powiedział? Dlaczego nikt nie powiedział mu, jak to jest mieć psa? Że dzięki temu każda chwila staję się ważniejsza, że w jakiś tajemniczy sposób można czerpać z każdego dnia to co najlepsze?”

    Jako dumna posiadaczka czworonogiego przyjaciela z ręką na sercu mogę przyznać, że „Psiego najlepszego” to jedna ze wspanialszych historii jakie miałam okazję przeczytać. Zauroczyła mnie już sama okłada, ale to dopiero zawartość sprawiła, że zakochałam się w tej historii bez pamięci. Ale czy mogło być inaczej? W końcu sposób w jaki Josh opiekował się swoją psią rodzinką był niezwykle uroczy. A to jak rozmawiał oraz bawił się ze szczeniaczkami rozczulało mnie niesamowicie.

    Jeśli chodzi natomiast o samych bohaterów to nie wiem do końca czemu, ale nie polubiłam w ogóle Kerri. Co prawda ta dziewczyna zachowywała się przez większość czasu dojrzale i odpowiedzialnie, ale bywały momenty, że miała zagrania niczym mała dziewczynka. Nie spodobały mi się zwłaszcza niektóre jej zachowanie względem Josha, którego w przeciwieństwie to Kerri polubiłam od pierwszej strony. Ta jego nieporadność oraz roztrzepanie miały w sobie coś takiego, że człowiek od razu uśmiechał się na samą myśl o tym. A Lucy i szczeniaczki? Chyba nie muszę mówić jak cudowne były.

    „W pudełku poruszyło się następne szczenię. I następne. Nie wahając się ani chwili, Josh włożył je sobie pod sweter, przyciskając do gołej skóry. Czuł, jakby dotykał małych śnieżynek.”

    W. Bruce Cameron w tej książce we wspaniały sposób pokazuje jak wiele radości i miłości wprowadzają do naszego życia zwierzęta. Historia Josha, Lucy i szczeniaczków bawi, wzrusza oraz daje naprawdę wiele do myślenia. Tutaj każdy miłośnik zwierząt znajdzie coś dla siebie. Więc jeśli ciągle zastanawiacie się czy sięgnąć po „Psiego najlepszego…” to śmiało możecie przestać. Drugiej tak rozczulające historii, która nauczy Was miłości do zwierząt na pewno prędko nie znajdziecie. Ta książka to idealny prezent na święta, dlatego dziś gorąco ją Wam polecam, a sama biegnę pobawić się z moim psiakiem.

    Aleksandra
    Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Psiego najlepszego…” autorstwa W.B. Cameron.

    Szukaj mnie na:
    http://tygrysica.tumblr.com/
    https://www.instagram.com/tygrysicaa/

  10. 4 na 5

    zaczytana.anielkaa

    Sąsiad Josha pewnego dnia podrzuca do niego psa. Mężczyzna ma się nim zaopiekować przez kilka dni, póki jego sąsiad nie wróci do domu. Jak się okazuje, tym psem jest, ciężarna suczka Lucy. Josh obiecuje, że zajmie się ciężarną suczką. Nie chce jej zostawić na pastwę losu. Kilka dni później Lucy zaczyna rodzić a zdezorientowany Josh, szuka pomocy w schronisku. Tam poznaje piękną opiekunkę czworonogów. Po kilku tygodniach Kerri pomaga przygotować szczeniaki do świątecznego programu adopcyjnego. Po spędzaniu dni z Kerri, Lucy i szczeniakami mężczyzna zdaje sobie sprawę, że nie wyobraża sobie już bez nich życia.

    Josh Michaels po rozstaniu ze swoją dziewczyną nie może pogodzić się z osamotnieniem. Mężczyzna jest typem samotnika. Gdy jego sąsiad prosi o opiekę nad suczką, Josh zdecydowanie odmawia. Jednak gdy sąsiad odjeżdża, zostawiając Lucy na pastwę losu Josh nie może, pozwolić jej zginąć i przygarnia ją pod swój dach. Z dnia na dzień oboje coraz bardziej się zaprzyjaźniają. Lucy obdarza mężczyznę zaufaniem, a już kilka dni później psia rodzinka rozrasta się o pięć malutkich, słodkich szczeniaczków. Josh coraz bardziej zakochuje się w psiej rodzince i zaczyna obdarzać je uczuciami. Jednak czy oddanie szczeniaczków do adopcji będzie tak proste, jak mogłoby się

    wydawać? Czy uczucia wezmą górę?

    Przyznam szczerze, że książka dosłownie kupiła moje serce. Nie czytałam „Był sobie pies” ale w tej historii jestem całkowicie zakochana. W. Bruce Cameron podarował nam w tej książce cudowną ciepłą historię, która ma w sobie wiele takiego rodzinnego ciepła. Niesamowicie przyjemnie mi się ją czytało.

    Książkę czytało się bardzo przyjemnie i szybko. Była wciągająca. Nie mogłam się od niej oderwać. Szczerze powiem, że nie byłam pewna tej książki i nawet zaczynając czytać, nie wiedziałam, czy podołam przeczytaniu jej w całości. Po prostu nie wiedziałam, że taka książka może być dla mnie. A tu proszę! Bardzo miłe zaskoczenie.

    Uwielbiam psy, niestety sama nie mogę ich mieć. Czytając tę książkę, nie sądziłam, że tak szybko można obdarzyć psa miłością. Autor przedstawił to naprawdę bardzo fajnie. Przy okazji dowiedziałam się kilku rzeczy o psiakach. Podsumowując, książka była niesamowicie ciepłą, pełną miłości i uroku książką, którą czytało się bardzo szybko i była ona wciągająca. Normalnie kocham tę książkę i na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę.

    Typowo świąteczna okładka pasuje idealnie ponieważ w środku znajdziemy wydarzenia dziejące się na przełomie listopada i grudnia aż do świąt. Będzie idealna właśnie na okres świąteczno zimowy. Pierwsza zimowa książka już za mną. Nie mogę się doczekać kolejnych!

    Książka będzie naprawdę bardzo fajną lekturą na długie zimowe wieczory. Idealna do kubka herbaty. Jak już wspomniałam książkę, czyta się bardzo szybko i jest bardzo wciągająca. Teraz muszę jak najszybciej nadrobić „Był sobie pies”.

    Zaczytana Anielka

  11. 5 na 5

    kochamciemojezycie.blogspot.com

    „Psiego najlepszego, czyli Był sobie pies na święta.” to niesamowicie klimatyczna powieść przedstawiająca losy kilkorga psiaków, oraz jego pana. Josh Michaels, nagle odkrywa, że podrzucona do niego „tylko na jakiś czas” suczka Lucy spodziewa się potomstwa. Josh oczywiście nie jest całą sytuacją zachwycony, szczególnie, że nigdy nie posiadał psa i tak naprawdę nie ma żadnego pojęcia na temat pielęgnacji i opieki nad tymi czworonogami. Wkrótce pod opieką mężczyzny znajduje się nie tylko Lucy, ale również pięć niesfornych szczeniaków. Opieka nad takim stadem nie jest łatwa. Josh zgłasza się do lokalnego schroniska po pomoc. Tam poznaje Kerri, która nie tylko uczy go opieki nad psiakami, ale również razem z psią rodziną wpływa na zmiany zachodzące w Joshem.

    „Psiego najlepszego” to książka z niezwykle ciekawą i intrygującą fabułą, ale również z mądrym i potrzebnym przesłaniem dotyczącym obdarowywania na święta żywym zwierzęciem.
    Poza tym, myślę że, ci czytelniczy, którzy mają już lekturę powieści „Był sobie pies” za sobą, nie muszą być dodatkowo namawiani do sięgnięcia po najnowszą książkę autorstwa W. Bruca Camerona. Tych, którzy jeszcze nie zdążyli po nią sięgnąć, zachęcam do lektury obydwóch. Obie bowiem są wspaniałe i pozostają na długo w pamięci.

    A jeśli tak jak ja rozglądacie się wcześniej za podarkami bożonarodzeniowymi – obie pozycje moim zdaniem są idealne na taki prezent.Gorąco polecam.

  12. 5 na 5

    shadowbookczyta

    Josh Michaels to typowy samotnik. Cały swój czas spędza w domu. Pracuje na komputerze a ze współpracownikami komunikuje się przez telekonferencje. Pewnego dnia jego sąsiad podrzuca mu pod nogi ciężarną suczkę – Lucy. Wtedy wszystko się zaczyna. Mimo przerażenia przed opieką nad suczką i to w dodatku ciężarną, brązowe ślepia Lucy zapadają głęboko w jego sercu, przez co gotów jest zrobić dla niej wszystko.

    Kiedy na świat przychodzi pięć brykających szczeniaków, Josh zgłasza się o pomoc do schroniska, gdzie poznaje Kerri. Dziewczyna z wielką przyjemnością uczy go opieki nad zwierzętami. Wspólnie przygotowują świąteczną akcję adopcji szczeniaczków.

    Co jeżeli Josh jednak nie będzie chciał oddać szczeniaczków? Co jeżeli miłość do psiaków przeniesie się również na Kerri?
    Więcej na: https://shadowbookczyta.blogspot.com/2017/11/najsodsza-powiesc-tego-roku.html

  13. 4 na 5

    1991monika

    Josh Michaels prowadzi dość samotne życie – kilka miesięcy temu zostawiła go dziewczyna, a z rodziną nie ma najlepszych relacji ze względu na wydarzenia z przeszłości. Pewnego dnia jego spokojne i pustelnicze życie zostaje wywrócone do góry nogami. Sąsiad prosi o zaopiekowanie się ciężarną suczką Lucy. Josh nigdy nie miał psa i nie ma pojęcia jak się nim opiekować, a tym bardziej całą gromadą. Mądre pełne uczucia spojrzenie oraz wieź jaką zawiązuje z Lucy sprawia, że postanawia najlepiej jak potrafi zaopiekować się zwierzakami, a po pomoc zgłasza się do pobliskiego schroniska, w którym poznaje Kerri.

    Kocham książki o zwierzętach! Uwielbiam zwierzęta (nie tylko psy) – są niezwykle mądre, a to jaką więź można z nimi nawiązać oraz ich odwzajemniona miłość do człowieka to coś absolutnie bezcennego i każdy powinien tego doświadczyć! Bardzo byłam ciekawa tej książki i tego jak zostanie tu przedstawiona wspaniała relacja psa z człowiekiem.

    Spodobało mi się to, że autor pokazał, ile radości wprowadzają do naszego życia zwierzęta oraz że kiedy się je pokocha to można poświęcić dla nich wiele jak nasz bohater Josh i traktuje się ich niemal jak członków rodziny. Bliskość oraz lojalność psów w życiu Josha przewartościowała jego priorytety – w obliczu awaryjnej i podbramkowej sytuacji praca przestała być tak ważna jak do tej pory, bo coś innego zwyczajnie okazało się bardziej istotne.

    „Psiego najlepszego” porusza również bardzo istotne kwestie, jakie się wiążą z tym, kiedy zwierzęta znajdują się pod opieką kompletnie nieodpowiedzialnych ludzi. Z uwagi na to, że akcja książki dzieje się na niedługo przed Bożym Narodzeniem zostaje poruszony temat kupowania zwierząt i dawania ich jako prezent. A jeśli ten okaże się nietrafiony to zwierzęta są na drugi dzień zwracane niczym para źle dobranych butów lub podrzucane do już i tak przepełnionych schronisk.

    Kiedy się prowadzi tak osamotnione życie jak Josh, bardzo szybko można się przyzwyczaić do obecności zwierząt. Jego rzeczywistość do tej pory była niepełna, a miłość do psów sprawiła, że jego życie nabrało kolorów i kiedy przyszedł czas, aby się z nimi rozstać mężczyzna miał niemały problem i nie mógł sobie z tym poradzić.

    „Chcę chyba powiedzieć, że nie możesz ich zatrzymać, bo… no cóż, bo nie możesz. Nikt nie może, nie tak długo, jak byśmy tego chcieli. I musimy cieszyć się nimi, dopóki możemy, a potem trzeba iść dalej. Tego właśnie uczą nas psy, że trzeba żyć tu i teraz, a potem zacząć kolejną piękną przygodę.”

    Historia opisana w książce jest niezwykle wzruszająca i to nie przez wątek romantyczny, który jest drugoplanowy, co uważam za zaletę. Oprócz tego jest także bardzo zabawna i pozytywna – opisy zabaw i zachowań pięciu szczeniąt na pewno u wielu osób wywołają uśmiech.

    Moim zdaniem ta książka jest idealna na teraz, tą przedświąteczną porę. Jest lekka, przyjemna i sprawi, że na sercu zrobi się ciepło.

  14. 4 na 5

    AgaZaczytana

    Uwielbiam książki o psach. Kocham psy i wszelkie historie z ich udziałem od razu trafiają do mojego serca. Jak było w tym przypadku? Już po samej okładce można się domyślić, jednak szczegóły poniżej.

    ‚W pudełku poruszyło się następne szczenię. I następne. Nie wahając się ani chwili, Josh włożył je sobie pod sweter, przyciskając do gołej skóry. Czuł, jakby dotykał małych śnieżynek.’

    Josh jest samotnym mężczyzną, który próbuje dojść do siebie po zakończeniu długoletniego związku. Pewnego dnia odbiera telefon od sąsiada, a po chwili staje się właścicielem ciężarnej suczki – Lucy. Los chciał, że jej szczeniaki nie przeżyły, jednak w tym samym momencie na masce samochodu znajduje karton pełen nowonarodzonych szczeniąt. Tak też zaczyna się przygoda mężczyzny, który nigdy nie miał psa, a nagle stał się właścicielem niezłej gromadki.

    Josh zgłasza się po pomoc do najbliższego schroniska, w którym poznaje Kerri. Kobieta pomaga mu wychować szczeniaki i przygotować je do adopcji. Jak rozwinie się cała historia? W tym celu musicie sięgnąć po książkę, która jest niesamowicie urocza!

    ‚Dlaczego nikt nigdy mu o tym nie powiedział? Dlaczego nikt nie powiedział mu, jak to jest mieć psa? Że dzięki temu każda chwila staje się ważniejsza, że w jakiś tajemniczy sposób można czerpać z każdego dnia to, co najlepsze?’

    Powtórzę to, co napisałam na samym początku: UWIELBIAM KSIĄŻKI O PSACH. Nie ukrywam, że płakałam. Historia jest niesamowicie pozytywna, więc sama nie wiem dlaczego, ale kilka łez się wylało. Książka jest krótka i lekka, więc właściwie można przeczytać ją w jeden wieczór. Nie oznacza to jednak, że jest nudna. Uważam, że jest wspaniała i nawet jeśli nie teraz, to na zimowy, przedświąteczny wieczór nada się idealnie. Ja szczerze polecam!

    ‚Nigdy wcześniej o tym nie myślał, ale teraz musiał przyznać: psy kochają człowieka. Nawet przez myśl by im nie przeszło szukanie „nowego związku”.’

Dodaj opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Cię zainteresować…