Wydawnictwo Nowej Ery
BOK: +48 739 200 932

Skradzione godziny

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
4.00 na 5
(4 opinie klienta)

34.90  27.90 

Pełna tajemnic i skrajnych emocji historia dwóch hiszpańskich rodzin osadzona w końcówce lat 70. Zderzenie konserwatyzmu z liberalizmem przeplatane rutyną i miłosnymi pokusami.

557 w magazynie

SKU: 9788365740595 Kategoria: Tagi: , Product ID: 22620

Opis

Powieść niosąca ważne przesłanie: miłość może zdarzyć się zawsze i wszędzie

Naiwne miłostki

Bolesne rozczarowania

Namiętne uczucia, które mogą rozbudzić się w każdym momencie

Hiszpania, rok 1979. Dwie rodziny – jedna konserwatywna, druga liberalna. Rosa, matka trójki rodzeństwa, czuje się nieszczęśliwa z toksycznie zaborczym Damiánem. Jednak rozstanie nie wchodzi w grę – w tym okresie rozwody w Hiszpanii są nielegalne. Ich syn, Ramón przyjaźni się z Roberto, synem Loli i Antonia. Mogą powiedzieć sobie wszystko. Pojawia się jednak problem – zaczyna im się podobać ta sama dziewczyna, co mocno wpłynie na ich relację. Anselmo, dziadek Roberto i jego siostry Any, umiera z tajemniczym zdjęciem w dłoni, które przedstawia postać kobiety oraz notkę: „Powiedz mi, że mnie kochasz”.

Śmierć staruszka jest owiana tajemnicą, gdyż Carmen, babcia Ramóna, twierdzi, że… umarł ponownie.

W książce przeplatają się rutyna, która zabija żar miłości, pokusy niewiernych kochanków, gorzki smak zawodu i młodzi ludzie, którzy odkrywają, czym jest seks. To sentymentalna podróż po osobowościach zamkniętych w świecie, który choć nie jest odległy czasowo, wydaje się zupełnie inny.

Autor

EAN

9788365740595

ISBN

978-83-65740-59-5

Tłumaczenie

Ewa Morycińska-Dzius

Tytuł oryginału

Stolen Hours

Wydawnictwo

Wydawnictwo Kobiece

Oprawa

Miękka ze skrzydełkami

Rok wydania

2017

Format

13.5 x 20.5 cm

Liczba stron

256

4 opinie dla Skradzione godziny

  1. 4 na 5

    krolewskierecenzje

    Kiedy umiera dziadek Anselmo, uruchamia się machina, która po kolei odsłania elementy układanki i łączy je w całość. Roberto znajduje w jego ręku karteczkę z napisem: „Powiedz, że mnie kochasz”. Z nieznanych nawet sobie powodów, chłopak zatrzymuje zapiskę nie mówiąc o niej nikomu. Niedługo potem, przeglądając rzeczy dziadka natrafia na ukrytą w albumie starą fotografię pięknej młodej dziewczyny, która na pewno nie była jego babcią, a także szkatułkę zamkniętą na klucz. Śmierć Anselmo owiana jest tajemnicą, bo Carmen, stara przyjaciółka rodziny i babcia przyjaciela Roberto, twierdzi, że mężczyzna umarł ponownie…

    Anselmo był cudownym człowiekiem. Oczywiście nie do końca pochwalam to co robił w młodości, ale właściwie miłość to usprawiedliwia. Koniec końców jednak zachował się na prawdę porządnie. Wspaniale wychował córkę, dla której miłość i szczęście były najważniejszymi wartościami. Lola postanawia rozwieść się z mężem, kiedy tylko wejdzie takie prawo. Pomimo, że mają dzieci i są dobrym małżeństwem, nie zamierzają dalej trwać w związku, w którym nie ma już miłości. Z jednej strony trochę tego nie rozumiem. Uważam takie podejście za lekkomyślne, bo patrząc na otaczające mnie małżeństwa z długim stażem, nie dostrzegam takiej płomiennej miłości jak u młodych par. Myślę, że ta szaleńcza, młodzieńcza miłość po prostu przeradza się w przyjaźń, szacunek i troskę o tego drugiego człowieka. Z drugiej strony jednak dla, tak jak dla Loli, miłość jest niezwykle ważna i rozumiem, że obydwoje pragną jej jeszcze doświadczyć. Podziwiam ich za odwagę, bo po czymś takim z pewnością nie mają co liczyć na zrozumienie otoczenia, a także za to, że byłą to ich wspólna decyzja, że podeszli do sprawy tak logicznie i dalej pozostaną sobie bliscy po tym wszystkim. Będą przyjaciółmi, bliskimi sobie ludźmi, którzy będą dzielić się opieką nad dziećmi, a zarazem będą poszukiwać tego czego już nie znaleźliby w małżeństwie.

    Tymczasem przyjaciółka Loli i synowa Carmen, Rosa ma wyjątkowo nieudane małżeństwo, a na dodatek rozwód nie wchodzi w grę. Mąż, Damien, jest wyjątkowo apodyktyczny. Przez lata małżeństwa zniewolił ją i podporządkował bezpośrednio swoim zachcianko. Kobieta nie pracowała, bo zabronił jej tego, zarzucając, że nie chce zajmować się dziećmi. Z tego powodu Rosa stała się uzależniona od jego dochodów. Nie miała żadnych środków finansowych. Musiała rozliczać się z każdych rachunków i zawsze prosić o pieniądze. Mężczyzna był o nią tak zazdrosny, że obwiniał ją o zainteresowanie mężczyzn, którzy na nią spoglądali. Rosa zrezygnowała z malowania paznokci, dopasowanych strojów, fryzur… Jak dla mnie to jest jakaś porażka. Nie wiem jak można by takim człowiekiem jak Damien. Tak traktować kobietę, która postanowiła za niego wyjść i wytrwać u jego boku do końca? On nie był mężem, lecz tyranem, despotą i prześladowcą. Z czasem trochę zrozumiałam co ukształtowało jego psychikę ale i tak nic go nie usprawiedliwia. Współczuję jedynie Rosie, której przyszło żyć w takim małżeństwie…

    Są też dzieci. Ramón jest synem Rosy i Damiena. Chłopak ma wyjątkowo trudne życie. Damien nie jest utrapieniem tylko Rosy, ale także i dzieci. W domu panuje wyjątkowo ciężka atmosfera. Wszystko jest podporządkowane głowie rodziny, cały rytm życia. Wszyscy boją się mężczyzny. Ramón wiele razy dostawał od ojca niemalże za nic. Jego jedyną odskocznią jest przyjaźń z Roberto, synem Loli i Antonia, a także Nurią, w której z czasem zaczynają się podkochiwać. Od tego czasu ich relacje nie są już takie jak dawniej. Mimo to, zawsze mogą na sobie polegać. Dziewczyna wybiera jednego, kochając drugiego. Oznajmia jednak kochanemu przez siebie z wzajemnością chłopakowi, że nie może z nim być, bo ten drugi jest bardziej odpowiedni. Mam wrażenie, że historia zatacza koło i powiela się kolejna nieszczęśliwa miłość…

    Skradzione godziny to książka, gdzie wszyscy po prostu marnują swój cenny czas. Anselmo, Carmen, Rosa, Damien, Roberto, Ramon, Nuria…, wybierając złe możliwości, podążając złymi drogami. Anselmo i Carmen, żyli poświęcając się dla innych, wyrzekając się największej i najpiękniejszej miłości jaka mogła zaistnieć. Rosa i Damien… Jak już wspomniałam, ich toksyczne relacje, toksyczne małżeństwo… Nawet stara Carmen cierpiąca na demencję potrafiła w przebłysku świadomości to zauważyć. Szkoda, że Rosa wcześniej tego nie dostrzegła i tak zmarnowała sobie życie. A Nuria? Wciąż nie mogę uwierzyć jak mogła podjąć tak beznadziejną decyzję i wyrzec się miłości w imię stabilności i akceptacji… Rozumiem, że to były inne czasy, ale miłość niezależnie od czasów ma swoją wartość.

    Skradzione Godziny to w gruncie rzeczy bardzo smutna powieść. Porusza problemy straconego czasu, marnowania go bezsensownie. Pokazuje także jak wielką wagę ma miłość i poświęcenie. Życie Carmen i Anselmo pokazało mi jak ważna jest miłość, ile zmian wnosi w życie człowieka, kal głęboko potrafi zakorzenić się w sercach dwojga ludzi. To miłość, która przetrwała kilometry, wszelkie przeciwności losu, a także śmierć. Zazdroszczę tej wielkiej miłości, którą autorka tak pięknie przedstawiła w książce.

  2. 4 na 5

    Paulina K.

    „Autorce udało się stworzyć barwną historię o potędze miłości. Na drodze swoich bohaterów kładzie ona wiele pokus, z którymi ci muszą się zmagać, jednak czy im się to uda? Postacie są tutaj nietuzinkowe i bardzo wyraziste, każda z nich wyróżnia się na tle pozostałych. Z wielką łatwością autorka opisuje wszelkie przeciwności losu, z którymi kochankowie musieli się zmagać.”

    http://www.bookparadise.pl/2017/10/skradzione-godziny-maria-solar.html

  3. 5 na 5

    Drops Książkowy

    „Powiedz, że mnie kochasz”

    Kiedyś Marii Solar pisała dla dzieci i młodzieży. Skradzione godziny to jej pierwsza powieść dla starszych czytelników. Moim zdaniem to bardzo udany „debiut”. O młodzieńczych miłostkach, niespełnionych marzeniach i miłości, która potrafi pokonać czas i tysiące kilometrów.

    „Z czasem się uczymy, że wszystkie sprawy mogą się zmienić w ciągu jednej chwili, ale bywa, że mogą trwać niezmiennie”

    Roberto i Ramón to sąsiedzi. Roberto może liczyć na rodziców – zamożnych prawników, dla których dzieci są całym światem. Zrozumienie, rozmowa, zaufanie – tego doświadcza w rodzinnym domu. Ramón nie ma tyle szczęścia co kumpel. Jego ojciec, nerwus, który lubi zaglądać do kieliszka, terroryzuje żonę i dzieci. Szacunek okazuje tylko chorującej na demencję matce. Mimo tak poważnych różnic, ścierania się liberalizmu z konserwatyzmem, chłopaków łączy prawdziwa męska przyjaźń. Spotykają się w tajemniczym szałasie. Dzielą się radościami i smutkami. Ich relacja zostaje wystawiona na próbę w kwietniu 1979 roku. W życiu jednego z nich pojawia się piękna dziewczyna, a śmierć dziadka zmusza obie rodziny do zmierzenia się z wielkim sekretem. Emigracja, uchwalenie prawa rozwodowego w Hiszpanii, konwenanse i właśnie ta tajemnica – losy klanów połączą się na zawsze. Do czego doprowadzą walka z poprawnością obyczajową i toksyczne relacje?

    „Rutyna tłamsi uczucia, sprawia, że miłość wygasa, ludzie się robią bezduszni, krzyki milkną, a to, co nienormalne, staje się normalne; rutyna doprowadza do tego, że człowiek się przyzwyczaja żyć, tak jak żyje i nie walczy o nic innego”

    Karteczka, którą Anselmo trzymał w dłoni w chwili śmierci, otwiera puszkę „miłosnej Pandory”. Jego wielkie, zakazane uczucie staje się lekcją dla dwóch pokoleń. Pytanie, czy rodzice i dzieci porządnie odrobią tę niezwykłą pracę domową? Jedno jest pewne – autorka zagwarantowała czytelnikom niezwykłą mieszankę konserwatyzmu z liberalizmem, a także żaru miłości zakazanej, niedojrzałego zauroczenia i pierwszych doznań młodych ludzi.

    Miłość nie jest złodziejem

    Skradzione godziny skradły mi dosłownie dwa popołudnia. Tej historii nie da się przerwać. Maria Solar zabrała mnie w niezapomnianą podróż do Hiszpanii przełomu lat 70. i 80. Hiszpanii żegnającej dyktaturę. Hiszpanii witającej nowe liberalne i nie dla wszystkich zrozumiałe zasady. Fantastycznie wykreowała bohaterów – tak różnych i tak podobnych, bo niezależnie od wieku zakochanych i tęskniących za prawdziwą miłością. Ta powieść nie jest kolejnym romansem, o którym zapomni się zaraz po odłożeniu książki na półkę. To historia o miłości, dosłownie, bez granic. O mówieniu „kocham” i mówieniu „kocham, ale pozwalam Ci odejść”. To niełatwa sztuka. Bohaterowie Skradzionych godzin doskonale to wiedzą.

    Skradzione godziny – przyjdź na lekcję kochania

    Szukasz idealnej lektury na chłodne jesienne popołudnie? Polecam Skradzione godziny. Daj się porwać miłości, która nawet po śmierci potrafi zbudzić uśpione sekrety.

    http://dropsksiazkowy.blogspot.com/2017/10/skradzione-godziny-maria-solar.html

  4. 3 na 5

    nieksiazkowy

    Fabuła

    W gruncie rzeczy „Skradzione godziny” przedstawiają miłość w trzech różnych aspektach, przez pryzmat trzech pokoleń: dziadków, rodziców oraz dzieci. Już na samym początku poznajemy dwie rodziny: konserwatywną, sztywno tkwiącą przy zasadach, w duchu których jej członkowie zostali wychowywani, oraz liberalno-postępową, starającą się wdrażać w życie pewne zmiany. Do pierwszej z nich należy Ramon – przystojny chłopak, miły i zabawny, bez większego trudu zdobywający serca dziewczyn. Do drugiej – Robert. Nieco nieśmiały, nieco wycofany, ale ułożony i grzeczny. Historia tych dwóch chłopców stanowi jedną trzecią ogólnej linii fabularnej. Drugą część zajmują sprawy dotyczące pokolenia rodziców. Małżeństw: Rosa i Damian (konserwatywna) oraz Lola i Antonio (liberalno-postępowa). Jednak elementem z założenia najbardziej łamiącym serce jest miłość dotycząca najstarszych kochanków. Kim oni są? O tym musicie przekonać się sami.

    Zacznijmy może od najmłodszych. Miłosna relacja, w którą uwikłany jest zarówno Robert, jak i Ramon (najlepsi przyjaciele, warto wspomnieć), przypomina wątek wyciągnięty z taniego melodramatu. Nie jestem nawet w stanie powiedzieć, czy cokolwiek tutaj poszło niezgodnie ze znanym schematem, a jeśli tak, to był to zaledwie niewart zapamiętania szczegół. Przebieg dotyczącego ich wątku można by odgadnąć już na samym początku, gdy tylko ujawnione zostały wszystkie podstawowe elementy układanki. W teorii to, co przytrafiło się chłopakom, powinno może nie tyle stanowić lekcję, co z pewnością dawać szansę zagłębienia się w proces dojrzewania. Dojrzewania rozumianego jednak nie tyle jako samo pojawienie się świadomości, że płeć przeciwna jednak istnieje i wcale nie jest taka okropna, co dojrzewania do samego odczuwania głębszych uczuć. Mam jednak wątpliwości, czy autorka sprostała temu zadaniu. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że chciałaby za dużo i za szybko, przez co wszystkie wydarzenia są jednak ogromnie spłycone. Czytelnik nie zostaje dopuszczony dalej niż do najpłytszych warstw psychiki bohaterów, a ich zachowanie, emocje wydają się infantylne i najzwyczajniej w świecie odbierają tej powieści nieco realności. Obaj chłopcy zdają się działać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki: dziś nie jestem zakochany, jutro jestem, bo tak kazała mi autorka. Zupełnie nie kupiłam takiej wersji wydarzeń.
    Wątek rodziców, choć najsłabiej rozwinięty, paradoksalnie najbardziej mnie do siebie przekonał. Był równie wybrakowany co ten dotyczący dzieciaków, brakowało mu głębi i dokładniejszego wejścia w temat, ale w przystępny sposób przedstawiał dwa oblicza małżeństwa i różnice pomiędzy nimi. Z jednej strony widzimy bowiem Rosę i Damiana – związek stanowiący dla kobiety klatkę. Jest całkowicie podporządkowana mężowi pod każdym względem, godzi się nawet na przemoc domową i to tę niekoniecznie wymierzoną w jej osobę. Taka sytuacja pokazuje, jak krytycznie miały się sprawy w domu tych dwojga. Często zdarza się bowiem, że małżonki „zgadzają się” na wyrządzanie krzywdy im samym, kiedy jednak ręka zostaje podniesiona na dziecko, czara goryczy się przelewa. Maria Solar pokazuje tutaj, że stopnie uzależnienia od partnera mogą być różne, a stan najwyższy skutkuje całkowitą pasywnością. Z drugiej strony przedstawieni zostają nam Lola i Antonio, czyli małżeństwo, którego miłość się wypaliła, a jej miejsce zajęło przyzwyczajenie. Nazywa się to najgorszym końcem, chorobą, na którą zapada tak wiele małżeństw. Autorka próbuję tę sytuacją racjonalizować, pokazać, jakie jest jedno z możliwych wyjść. Jej wybór niekoniecznie pokrywa się z moim, niemniej jest to punkt widzenia wart poznania.
    Ostatni element, czyli miłość wśród dziadków, jest, prawdę powiedziawszy, tym najgorszym dla mnie, bo najbardziej przesłodzonym. Pomimo aury tragedii i całego dramatyzmu miłość trwająca przez całe życie, aż po grób, choć większość czasu spędzono osobno, nie do końca do mnie przemawia. Tym bardziej że przedstawiono ją w sposób niegasnącego płomienia stale rozgrzewającego serca kochanków. Brzmi pompatycznie i tak właśnie było. Być może osoby o bardziej miękkich sercach czy choćby większym zamiłowaniu do romansów docenią tak niezwyciężone uczucie. Ja, choć mam w sobie jakiś pierwiastek romantyczki, mówię takim rozwiązaniom „nie”. Zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, a to realność najbardziej cenię w książkach.
    Bohaterowie

    Tak naprawdę nie za wiele jestem w stanie powiedzieć o bohaterach, bo jedyne, co zapadło mi w pamięć, to sam fakt dużej liczby imion na literę „r”. Roberto, Ramon, Rita. W pierwszej połowie książki, gdy dopiero wgryzałam się w historię, było to o tyle kłopotliwe, że momentami nie byłam pewna, do której z przeciwstawnych sobie rodzin należy dana postać. Generalnie rzecz ujmując: bohaterowie byli dość nijacy i płascy, żaden z nich nie miał cechy wyróżniającej go, określającej. Podawane były jakieś szczegóły, nie da się przecież pisać o jakimś bohaterze, zupełnie nic o nim nie mówiąc, lecz w ogólnym rozrachunku całe grono postaci wypadło na tyle słabo, że nie potrafię ich nawet skrótowo scharakteryzować.

    Język

    Bardzo prosty. Dla jednych jest to wada, dla innych zaleta, ja jednak nie byłam z tego powodu zachwycona. Co jednak muszę autorce przyznać, to niewątpliwa umiejętność tworzenia/wplatania zgrabnych sentencji. Cytatów zaznaczyłam naprawdę sporo, a ja nie należę do osób, które przyklejają karteczkę indeksującą przy byle błahostce. Nie byłabym jednak całkiem szczera, gdybym nie wspomniała, że tak duża liczba cytatów miała też swoją mniej przyjemną stronę: czuć było, że momentami są one dodane na siłę, miejscami nawet w zupełnie osobnym akapicie. Nie tylko wybijały wtedy z rytmu, ale po prostu nie pasowały do tego prostego, niewyjątkowego stylu.

    Podsumowanie

    Cóż, to zdecydowanie nie jest najlepsza książka, jaką czytałam, mam wrażenie, że nie leżała nawet koło dobrej. Ma swoje plusy i nie nazwałabym jej przykładem grafomanii, ale jej urok do mnie nie trafił. Ogromnie żałuję także, że czas akcji był tylko czasem akcji, ale same działania bohaterów czy świat przedstawiony nie nosiły większych znaków tego okresu, ograniczały się do czarno-białego telewizora. Szkoda. Jeśli jednak ktoś szuka prawdziwie lekkiej i nieco nawet odmóżdżającej lektury (chociaż tematyka wcale nie należy do najłatwiejszych), to myślę, że „Skradzione godziny” będą całkiem niezłym strzałem. Bardziej ambitni powinni poszukać dla siebie czegoś innego.

    S. z bloga http://www.nieksiazkowy.blogspot.com

Dodaj opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Cię zainteresować…